Niektóre piłkarskie stereotypy po prostu nie chcą zniknąć. Niemcy być może nie są już ponurą, metodyczną maszyną do wygrywania, która powoli miażdżyła rywali, aż nieuchronnie odnosiła zwycięstwo, ale najwyraźniej wciąż potrafią wykreować zwycięskie akcje w ostatnich chwilach.

W konsekwencji Niemcy zagrają w fazie pucharowej mistrzostw świata po raz pierwszy od 12 lat, po kolejnym zwycięstwie w doliczonym czasie gry. Wybrzeże Kości Słoniowej wyszło na prowadzenie w żywiołowym spotkaniu w sobotę po golu Francka Kessié w 30. minucie dla Les Éléphants. Jednak wyrównał Deniz Undav w 68. minucie, a następnie strzelił zwycięskiego gola w 94. minucie dla Die Mannschaft.

Zwycięstwo dało czterokrotnym mistrzom świata sześć punktów, choć najmłodsza drużyna w tym turnieju postawiła Niemcom znacznie trudniejsze zadanie niż Curaçao sześć dni wcześniej, które rozgromili 7-1. „Zasłużenie wygraliśmy” – powiedział menedżer Niemiec, Julian Nagelsmann. „Chłopcy włożyli w to dużo wysiłku.”

Przed 2018 rokiem Niemcy nigdy nie odpadli w fazie grupowej mistrzostw świata. Żaden inny kraj nie dotarł do tak wielu półfinałów – 13 – tylko Brazylia jest blisko z 11. A jednak odpadli po pierwszej rundzie w Rosji i ponownie cztery lata później, w Katarze.

Rozszerzona edycja do 48 drużyn, z 32 awansującymi do fazy pucharowej, raczej nie groziła im potknięciem po raz trzeci z rzędu. Ale było też wiele obaw dotyczących tego niewybitnego wydania słynnej drużyny.

Wśród problemów, które martwiły Niemców przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych, był brak oczywistego wyboru na napastnika; forma Jamala Musiali i Floriana Wirtza; kontuzje dwóch innych kreatywnych graczy, Serge'a Gnabry'ego i Lennarta Karla; 40-letni Manuel Neuer, którego trzeba było namówić do powrotu z prawie dwuletniej międzynarodowej emerytury, aby rozwiązać problem bramkarza; oraz Nagelsmann, który nigdy do końca nie przekonał krytyków jako menedżer Niemiec, ani wcześniej jako główny trener Bayernu Monachium.

Potem była obawa, że Niemcy nie wyprodukowali tego rodzaju światowej klasy zawodnika, który chwyci mecz za gardło i ugnie go pod wolę swojego kraju. Och, i jeszcze: Niemcy po prostu nie wydają się szczególnie przejmować tą drużyną ani tym turniejem.

Najwyraźniej całkowicie niezmieniona drużyna Niemiec całkiem dobrze bawiła się, pakując siedem bramek przeciwnikowi i o mało nie zdobyła kolejnej już po 15 sekundach, gdy Kai Havertz oddał strzał, który poszybował wysoko. Więcej miało nastąpić, gdy Joshua Kimmich dośrodkował do Havertza, którego dobrze umieszczona główka została wspaniale obroniona przez Yahię Fofanę. Musiala znalazł z kolei lukę w szczelnych liniach Wybrzeża Kości Słoniowej na skraju pola karnego, ale jego strzał poszybował obok.

Ale nie, protestował paragwajski sędzia Juan Gabriel Benítez, to nie był odpowiedni moment na nawodnienie. To nastąpiło minutę lub dwie później, gdy zagwizdał przerwę na napoje, a prawie wyprzedany tłum obrzucił wydarzenie zasłużonymi gwizdami. Był to wszakże farsowy widok w przyjemne popołudnie nad jeziorem, które było, jeśli już, nieco rześkie – absolutnie optymalna pogoda do piłki nożnej, innymi słowy – krzyczące w każdym razie, że nie trzeba robić żadnych specjalnych ustępstw dla dobra zawodników.

Po raz kolejny przerwa przechyliła szalę meczu. I w 30. minucie Yan Diomande, 19-letni wschodzący gwiazdor z Wybrzeża Kości Słoniowej, otrzymał piłkę na lewej stronie. Do tego momentu był często zaangażowany, ale niewiele z tego wynikało. Tym razem uwolnił się od Kimmicha i znalazł Amada Diallo swoim niskim dośrodkowaniem. Jednak gracz Manchesteru United miał trudności z wyjęciem piłki spod nóg, a gdy w końcu to zrobił, jego strzał został zablokowany przez rzucającego się Nathaniela Browna. Ale Kessié był tuż obok, by dobić odbitą piłkę.

Jeśli Niemcy i szacunkowo 12 000 fanów, którzy dołączyli do nich tutaj, wyglądali na oszołomionych po stracie gola, to drugi nieuznany gol ich ożywił. W 39. minucie Musiala został uznany winnym przewrócenia Odilona Kossounou, zanim Havertz...