Nad Oceanem Południowym otaczającym Antarktydę wiatry mogą okrążać glob stosunkowo bez przeszkód ze strony lądu – żadnych denerwujących kontynentów na drodze. Nieustraszeni żeglarze, zapewne z zamiłowaniem do dramatyzmu, nazwali te południowe szerokości geograficzne Ryczącymi Czterdziestkami, Wściekłymi Pięćdziesiątkami i Krzyczącymi Sześćdziesiątkami z powodu silnych wiatrów przeważających. Nazwy sugerują system pogodowy, który chodzi na siłownię i nie boi się tym chwalić.
Gdy te wiatry napotykają barierę, taką jak wyspa, zakłócenie przepływu powietrza może być piękne – srebrna podszewka chmury, cóż, rzeczywistych chmur. Jedną z przeszkód, pokazaną tutaj, jest odległa Wyspa Piotra I. Ten pokryty lodem wulkan leży na 68,86 stopnia szerokości geograficznej południowej na Morzu Bellingshausena, około 400 kilometrów (250 mil) od wybrzeża Antarktydy Zachodniej i ponad 1800 kilometrów (1100 mil) od Przylądka Horn w Chile. To miejsce, do którego udajesz się, jeśli naprawdę, naprawdę chcesz być sam.
W letni dzień australijskiego lata 2026 roku satelita Landsat 8 uchwycił ten obraz ulic wirów von Kármána po zawietrznej stronie wyspy. Te przeciwbieżne spirale powstają, gdy przepływające powietrze jest odchylane, zwalnia i wiruje w wiry – natura w wersji powolnego wirowania. Tego dnia wiał prawdopodobnie silny, ale może nie do końca „krzyczący” wiatr. Prędkości wiatru muszą zazwyczaj wynosić od 18 do 54 kilometrów (11 do 34 mil) na godzinę, aby utworzyły się wiry. Przy silniejszych wichurach wiry nie mogą utrzymać swojego kształtu – są jak suflet w huraganie. Następnego dnia ulice wirów pojawiły się w złożonym zestawie typów chmur w pobliżu wyspy, jakby atmosfera się popisywała.
Tam, gdzie chmury rozstąpiły się wokół wyspy, część jej lodowej struktury stała się widoczna dla satelity. Na szczycie, na wysokości 1640 metrów (5380 stóp) nad poziomem morza, znajduje się okrągły krater o średnicy 100 metrów. Globalny Program Wulkanizmu Smithsonian Institution opisuje wyspę jako „wulkan tarczowy”, ale nie ma zapisów o niedawnych erupcjach. Więc albo jest uśpiony, albo po prostu bardzo, bardzo nieśmiały w kwestii swojej aktywności wulkanicznej.
Badania naukowe na Wyspie Piotra I były ograniczone ze względu na jej odległe położenie i trudne warunki lodowe wokół niej – w zasadzie dotarcie tam to męka. Wyspę odkrył w 1821 roku rosyjski odkrywca Fabian Gottlieb von Bellingshausen i nazwał na cześć cara, ale nikt nie wylądował na niej aż do 1929 roku. To ponad sto lat, gdy ludzie mówili: „Tak, widzimy ją, ale nie zbliżajmy się zbytnio”. Stosunkowo nieliczne badania od tego czasu koncentrowały się na geologii, bioróżnorodności i historii klimatu zapisanej w lodzie – typowe tematy dla zamarzniętej, odizolowanej skały.
NASA zbadała wyspę podczas kampanii Operation IceBridge w 2011 roku. Ta powietrzna misja naukowa zebrała zestaw pomiarów nad polarnym lodem Ziemi w okresie między misjami satelitarnymi ICESat i ICESat-2, aby podtrzymać zapis obserwacji w tych regionach. Gdy samolot NASA DC-8 wracał do Chile z Antarktydy, gdzie zespoły spędziły dzień na pomiarach Lodowca Szelfowego Getza i Lodowca Thwaitesa z powietrza, załoga na pokładzie dostrzegła rzadki widok (powyżej) odległej wyspy. To taki widok, który na chwilę pozwala zapomnieć, że jesteś w ciasnym samolocie.