Samotny kojot dokonał tego, czego nie udało się dziesiątkom zatwardziałych przestępców: dotarł na wyspę Alcatraz. Biolodzy początkowo zakładali, że dzielny pływak przepłynął skromną milę (1,6 km) z San Francisco. Ale analiza DNA z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Davis ujawniła prawdę: ten kojot przepłynął aż 2 mile (3,2 km) z Angel Island, przez co cała legenda o „ucieczce z Alcatraz” wygląda dość żałośnie.

„Naszym roboczym założeniem było, że kojot dopłynął z San Francisco, bo to znacznie krótszy dystans. Nie mogliśmy nie być pod wrażeniem jego osiągnięcia, jakim było dotarcie na Alcatraz” – powiedział Bill Merkle, ekolog z National Park Service, w komunikacie brzmiącym podejrzanie jak plakat motywacyjny. Camilla Fox, założycielka organizacji non-profit Project Coyote, zauważyła, że choć kojoty pływają, ta konkretna podróż była bezprecedensowa: „Nigdy, przenigdy nie słyszeliśmy historii o kojocie odbywającym tak długą podróż w dość trudnym oceanicznym prądzie”.

Kojota po raz pierwszy zauważono na nagraniu wideo na początku stycznia, wyglądał jak najbardziej przemoczony kurier na świecie, gramoląc się na skalisty brzeg. Odwiedzająca Rebecca Husson, która przyjechała do miasta na ślub kuzyna, zrobiła zdjęcia stworzenia jeszcze w tym samym miesiącu. „Wyglądał jak utopiony szczur, gdy znalazł się na wyspie, a kiedy go zobaczyliśmy, wyglądał zdrowo i tak pięknie” – powiedziała Associated Press. Biolodzy podejrzewają, że kojot szukał partnerki lub nowego terytorium – co, biorąc pod uwagę historię wyspy z nieudanymi ucieczkami z więzienia, wydaje się wątpliwym wyborem nieruchomości.

National Park Service szykowało się do przeniesienia kojota, by chronić siedliska ptaków morskich na Alcatraz, ale sprytny czworonóg zniknął bez śladu. Być może rzucił okiem na historię wyspy – 14 prób ucieczki 36 mężczyzn, prawie wszyscy złapani lub zabici przez zimny prąd – i uznał, że lepiej być legendą niż mieszkańcem. Tymczasem Angel Island sama w sobie nie została łatwo skolonizowana przez kojoty, ale one wytrwały. Fox apeluje, by odwiedzający szanowali nory kojotów w okresie szczenięcym, bo najwyraźniej nawet czworonożni mistrzowie ucieczek zasługują na odrobinę prywatności.