Rosnące koszty życia doprowadziły jedną kobietę do ekstremalnych środków: została osobistym kucharzem swojego psa. India Lerigo, pracownica z Cardiff, oszczędza około 100 funtów miesięcznie, przygotowując posiłki dla swojej Staffy, Luny, która jest zarówno uczulona, jak i „bardzo wybredna” – kombinacja, która przetestowałaby każdy budżet.
Lerigo powiedziała, że rosnące ceny dotknęły ją „ogromnie”. Jej oszczędności nie kończą się na psiej kuchni: oszczędza też setki na własnym jedzeniu, kupując hurtowo i gotując na zapas na cały miesiąc. Teraz wydaje między 250 funtów miesięcznie na jedzenie dla siebie i psa, w porównaniu do 400–500 funtów. Za jaką cenę? Spędzając cały weekend na gotowaniu i mrożeniu posiłków. „Chciałabym odzyskać ten weekend” – przyznała.
29-letnia Lerigo powiedziała, że weterynarz zatwierdził domową karmę, a Luna jest szczęśliwsza, „bo jej brzuch nie boli”. Jest jednak haczyk: Lerigo jest wegetarianką, a obchodzenie się z wątróbkami i sercami „ją przeraża”. Bo nic tak nie mówi „kocham swojego psa” jak bycie przerażoną jego obiadem.
Wymieniła podatek od nieruchomości i koszty paliwa jako wzrosty poza jej kontrolą, nazywając to „walką o to, by wszystko starczyło”, mimo że ma „przyzwoitą pensję”.
Lerigo nie jest sama. Sara Davies z Caerphilly, matka dwojga dzieci, i jej mąż teraz skrupulatnie sprawdzają ceny w supermarkecie, zamiast wrzucać produkty do wózka bez zastanowienia. Ich comiesięczny wieczór w pubie? Zniknął. „Kiedyś to był całkiem tani wieczór” – powiedziała Davies, dodając, że „to po prostu nie jest coś, co czujemy, że możemy kontynuować”.
Andrew Pritchard z Cowbridge opisał kryzys kosztów utrzymania jako „szalony”. Wszystko – prąd, gaz, paliwo – drożeje, a on w wieku 62 lat wciąż pracuje na pełny etat „tylko po to, by opłacić rachunki i czynsz”. Spodziewa się „pracować wiecznie, żeby tylko żyć”.
Orla Williams z Llanelli powiedziała, że presja jest „nie do utrzymania”, zauważając, że podwyżki płac nie nadążają za rachunkami za paliwo i jedzenie. Donna Jones ze Swansea dodała: „Ceny jedzenia, ceny energii… ciągle rosną, ale dochody nie”.
Ashley Comley z Caerphilly Blaenau Gwent Citizen's Advice poinformował o 49% wzroście liczby osób szukających pomocy w nagłych wypadkach finansowych w 2025 roku w porównaniu z poprzednim rokiem, „a to jeszcze przed niedawnym wzrostem kosztów paliwa”. Zauważył „ciągłe zmartwienie o rachunki za energię”, zwłaszcza że prognozowany jest wzrost limitu cen energii w lipcu.
Partie polityczne złożyły obietnice. Walijska Partia Pracy powiedziała, że „obniży ceny biletów autobusowych, obniży rachunki za energię i rozszerzy opiekę nad dziećmi” oraz zauważyła, że już zniosła limit dwójki dzieci dla 69 000 dzieci w Walii. Plaid Cymru zaoferowało „kontrolę czynszów” i „darmową opiekę nad dziećmi dla wszystkich”. Reform UK zobowiązało się do „obniżenia podatków i ograniczenia stawek podatku od nieruchomości”. Walijscy Konserwatyści obiecali „obniżenie podatków, rozszerzenie darmowej opieki nad dziećmi… i zniesienie podatku od czynności cywilnoprawnych”.
Walijscy Liberalni Demokraci i Walijska Partia Zielonych zostali poproszeni o komentarz, prawdopodobnie podczas gdy ich zespoły prasowe przygotowują podobnie aspirujące oświadczenia.
Na razie India Lerigo będzie robić karmę dla psa, mając nadzieję, że pewnego dnia odzyska swoje weekendy – i być może świat, w którym alergie jej psa nie są pozycją w budżecie.