Władze Kalifornii uratowały ponad 400 zwierząt z sanktuarium w hrabstwie San Diego, które obiecywało domy na zawsze, ale dostarczyło coś bliższego średniowiecznemu obrazowi inwentarza. Towarzystwo Humanitarne San Diego przeprowadziło masową operację w zeszłym tygodniu w Villa Chardonnay w Julian, placówce działającej od 2003 roku, która najwyraźniej interpretowała 'sanktuarium' jako 'miejsce, gdzie podstawowa opieka umiera'.
„To jedna z największych i najbardziej skomplikowanych akcji ratunkowych, jakie kiedykolwiek przeprowadziliśmy” – powiedział Jace Huggins, wiceprezes i szef wydziału egzekwowania prawa humanitarnego, w oświadczeniu sugerującym, że próg „skomplikowania” mierzy się teraz setkami zaniedbanych zwierząt rozrzuconych na 40 akrach. Uratowany zwierzyniec obejmował około 165 koni, kilka kucyków, 30 psów, ponad 300 kotów, a także kury, kaczki, gęsi, kozy i świnie – zasadniczo Arka Noego cierpienia.
Strona internetowa Villa Chardonnay twierdziła, że opiekuje się ponad 600 zwierzętami i jest „oddana zapewnieniu domu na zawsze zwierzętom porzuconym, zaniedbanym lub maltretowanym”. W zeszłym roku sanktuarium ogłosiło upadłość, co jest jednym ze sposobów na zaprzestanie zapewniania domów na zawsze. Towarzystwo Humanitarne San Diego zauważyło, że warunki od dawna budziły niepokój, a grupy zajmujące się dobrostanem zwierząt wielokrotnie próbowały przeprowadzić dochodzenie – prawdopodobnie docierając tylko do zapachu, zanim się wycofały.
Towarzystwo humanitarne wykonało nakaz przeszukania po znalezieniu „weterynaryjnych dowodów poważnego zaniedbania – w tym wychudzenia, nieleczonych obrażeń i braku podstawowej opieki”. Syndyk nadzorujący upadłość podjął kroki w celu prawnego przekazania zwierząt towarzystwu humanitarnemu, co jest finansowym odpowiednikiem powiedzenia: „Proszę, ty się tym zajmij”.
„To naprawdę oburzające” – powiedział dr Gary Weitzman, prezes i dyrektor generalny Towarzystwa Humanitarnego San Diego. „Nie ma wątpliwości co do zaniedbania, które miało tam miejsce. Cieszę się, że te zwierzęta mają nową szansę na życie”. Dr Zarah Hedge, dyrektor medyczny, zgłosiła „powszechne niedożywienie” obok otwartych ran, grzybicy i giardii. Niektóre zwierzęta – cztery konie, kucyk i byk – zostały uśpione, aby „zapobiec dalszemu cierpieniu”. Jeden kociak zmarł pod opieką towarzystwa, bo nawet ratunek ma swoje granice.
Heidi Redman, rzeczniczka sanktuarium, powiedziała City News Service, że placówka jest w upadłości, ale ma nadzieję na poprawę sytuacji. Zaprzeczyła zarzutom o zaniedbanie i stwierdziła, że założycielka Monika Kerber i jej partner są „zdruzgotani”. Zwierzęta były „jak ich dzieci” – dodała – i otrzymywały codzienne karmienie oraz opiekę weterynaryjną. Można sobie wyobrazić, że weterynarz był albo bardzo zajęty, albo bardzo zdezorientowany co do znaczenia „opieki”.