Na paryskim spotkaniu w tym tygodniu setki lewicowych wyborców odważyły się na ulewę, by zebrać się, skandując: „Jedność! Jedność!”. Świętowali 90. rocznicę francuskiego Frontu Ludowego, lewicowego sojuszu utworzonego w latach 30. XX wieku w obawie przed przejęciem władzy przez skrajną prawicę. Ale ich obawy były bardziej bezpośrednie: na rok przed francuskimi wyborami prezydenckimi w 2027 roku skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe (RN) Marine Le Pen – już największa pojedyncza partia opozycyjna w parlamencie – ma wysokie notowania w sondażach, jest bliżej władzy niż kiedykolwiek, a środowisko biznesowe, które kiedyś ją odrzucało, teraz otwarcie spotyka się z czołowymi działaczami partii.

„Wyborcy lewicy chcą jedności – więc przestańmy pieprzyć i zbudujmy ją” – powiedziała Danielle Simonnet, paryska posłanka lewicowej partii L’Après, która ostrzegła, że podziały pozwolą skrajnej prawicy umocnić swoje zdobycze. Prezydent Emmanuel Macron nie może konstytucyjnie ubiegać się o trzecią kadencję z rzędu przyszłej wiosny, co czyni wyścig bardziej otwartym niż kiedykolwiek od dekady. Ale bezprecedensowo i zastanawiająco wysoka liczba postaci – około 30 – wyraziła zainteresowanie kandydowaniem, prawie wszyscy skupieni na powstrzymaniu skrajnej prawicy. Debaty polityczne dotyczą bardziej taktyki, sondaży i tego, które osobowości mogą mieć charyzmę, by zmierzyć się z Le Pen lub jej protegowanym Jordanem Bardellą, niż głębokich kwestii politycznych.

Partie lewicowe, które zebrały się w Paryżu – w tym kierownictwo Partii Socjalistycznej, Zieloni i kilka mniejszych grup – zobowiązały się kontynuować lewicowe prawybory na wspólnego kandydata w październiku, starając się odtworzyć Nowy Front Ludowy, który zjednoczył się, by powstrzymać RN w przedterminowych wyborach parlamentarnych w 2024 roku. Ale inicjatywa ma trudności, ponieważ lewica pozostaje podzielona, a kluczowe postacie wolą startować samodzielnie. Jean-Luc Mélenchon, 74-letni weteran radykalnej lewicy i lider La France Insoumise (LFI), ogłosił w tym tygodniu, że po raz czwarty będzie kandydował na prezydenta, po zajęciu trzeciego miejsca w 2022 roku, lekceważąc sondaże pokazujące wysoką niechęć do niego poza własną partią.

Wielu innych po lewej stronie rozważa start, w tym centrolewicowy eurodeputowany Raphaël Glucksmann. Nawet były socjalistyczny prezydent François Hollande widzi potencjalną szansę na powrót – mimo że w 2016 roku zrzekł się ubiegania o drugą kadencję, ponieważ był najmniej popularnym francuskim prezydentem od II wojny światowej, z satysfakcją na poziomie zaledwie 4%. Hollande powiedział w niedawnym wywiadzie dla magazynu, że czuje, iż ma kluczowe międzynarodowe doświadczenie. Po skrajnej prawicy Le Pen czeka na wyrok w apelacji zaplanowany na 7 lipca, aby sprawdzić, czy jej skazanie za defraudację funduszy Parlamentu Europejskiego i zakaz ubiegania się o urząd publiczny zostaną utrzymane. Jeśli tak, Bardella, 30 lat, wystartuje w jej miejsce. Oboje mają wysokie notowania.

Po prawej i w centrum mnóstwo osobistości walczy o przestrzeń. Edouard Philippe, pierwszy premier Macrona, wystartuje z centroprawicowego listy. Inny były premier, Gabriel Attal, chce reprezentować centrową partię Macrona Renaissance, ale mierzy się z rywalizacją kilku innych, w tym ministra sprawiedliwości Géralda Darmanina. Po prawej stronie Bruno Retailleau, były twardy minister spraw wewnętrznych, który służył pod Macronem, chce być prawicowym kandydatem Les Républicains, ale mierzy się z rywalizacją wewnątrz partii ze strony postaci takich jak poseł Laurent Wauquiez oraz z zewnątrz, jak burmistrz Cannes David Lisnard. Były premier Dominique de Villepin – który zyskał międzynarodową sławę, artykułując sprzeciw Francji wobec wojny w Iraku w 2003 roku i ostatnio głośno wypowiadał się w sprawie Gazy – również stara się kandydować. Dla niego i wielu kandydatów wyzwaniem będzie zebranie obowiązkowych podpisów poparcia od 500 wybranych urzędników.

W obliczu dużej liczby mężczyzn ubiegających się o kandydaturę, niektóre starsze kobiety na lewicowym spotkaniu ostrzegły, że „testosteron” lub „ego” nie powinny być czynnikami decydującymi. Antoine Bristielle, dyrektor ds. opinii w think tanku Fondation Jean-Jaurès, powiedział, że kluczowe dla kandydatów jest u