Brytania właśnie ma spełnić marzenia Ukrainy o rakietach – mniej więcej. Andy Burnham, premier Wielkiej Brytanii, wyląduje w Kijowie w poniedziałek z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy, w swojej pierwszej zagranicznej podróży na tym stanowisku, niosąc prezent, który może zająć lata, zanim zostanie rozpakowany: pozwolenie dla firmy zbrojeniowej MBDA na podzielenie się szczegółami na temat brytyjskich komponentów pocisków Storm Shadow/Scalp, aby Ukraina mogła zbudować własne wersje dalekiego zasięgu.

Tak, to trochę jak dać komuś przepis na ciasto, które piecze się trzy lata, ale liczy się gest. Ogłoszenie, choć prawdopodobnie wprawi Moskwę w gniew w szczególnie niezręcznym momencie stosunków brytyjsko-rosyjskich, jest raczej długoterminową inwestycją w zdolności Ukrainy do produkcji rakiet.

Burnham, zawsze dyplomata, oświadczył w niedzielę wieczorem: „W 35. rocznicę niepodległości Ukrainy naród ukraiński nie powinien mieć wątpliwości: Wielka Brytania jest z wami dziś i tak długo, jak będzie trzeba”. Dodał z rozmachem: „Rosja nie powinna mieć wątpliwości co do naszej determinacji. Nie ustąpimy, dopóki nie nastąpi sprawiedliwy i trwały pokój”. Bo nic tak nie mówi „sprawiedliwy i trwały pokój” jak linia montażowa rakiet.

W Kijowie Burnham ogłosi również wsparcie Wielkiej Brytanii dla francuskich planów utworzenia linii montażowych rakiet na Ukrainie, co obiecał prezydent Emmanuel Macron w zeszłym miesiącu. Macron, który najwyraźniej lubi dobre szczyty rakietowe, rozmawiał w sobotę z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim, aby obiecać rakiety przechwytujące w odpowiedzi na ostatni rosyjski ostrzał Kijowa. Tymczasem europejscy przywódcy cmokali z dezaprobatą nad piątkowym atakiem dronów na centrum handlowe w Krzywym Rogu, w którym zginęło 16 osób.

Ale w tym rzecz: Ukrainie skończyły się amerykańskie rakiety przechwytujące Patriot, a prezydent USA Donald Trump wycofał się z obietnicy pozwolenia Ukrainie na budowę własnych. Zełenski, zawsze optymista, powiedział, że nadal chce kupić 300 rakiet Patriot na pakiet zimowy, zauważając: „Prośba naszych sił powietrznych to 360”. Zawarł też umowy z Francją na co najmniej jeden system obrony powietrznej w tym roku oraz z Niemcami na około 600 rakiet przechwytujących w latach 2027-28. Bo nic tak nie mówi „pilna obrona” jak termin dostawy za prawie dekadę.

Macron napisał na X (dawniej Twitter, bo oczywiście): „Kluczowe jest zapewnienie Ukrainie wszelkich niezbędnych środków do obrony jej nieba i udaremnienia tej agresji”. Wezwał też inne kraje posiadające zdolności do przyłączenia się do wysiłków, bo dzielenie się jest dobre, zwłaszcza jeśli chodzi o technologię rakietową.

Brytyjski krok to mały krok w kierunku większego celu, jakim jest produkcja przez Ukrainę własnych wariantów Storm Shadow za kilka lat. Ale prawdopodobnie jeszcze bardziej rozsierdzi Moskwę, która w zeszłym tygodniu oskarżyła Wielką Brytanię o eskalację konfliktu poprzez zezwolenie na ataki dronów, ostrzegając, że głębsze zaangażowanie oznacza „wyższą cenę, jaką przyjdzie jej zapłacić”. Rosja wycofała też swojego ambasadora z Londynu bez następcy, co jest albo dyplomatycznym afrontem, albo bardzo powolną grą w muzyczne krzesła.

Burnham pozostaje niewzruszony, twierdząc: „Nie jesteśmy przyjaciółmi na dobre i na złe. Będziemy tam w godzinie potrzeby Ukrainy”. W poniedziałek będzie współprzewodniczył spotkaniu „koalicji chętnych” – 34 krajów obiecujących pomóc w zabezpieczeniu Ukrainy po zawarciu pokoju – z Macronem łączącym się przez wideo i kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem również na linii. Omówią sposoby odparcia ostatniej fali ataków dalekiego zasięgu.

Będąc w Kijowie, Burnham weźmie udział w obchodach Dnia Niepodległości (szczegóły utrzymywane w tajemnicy ze względu na obawy przed poważnym rosyjskim atakiem) i otrzyma nagrodę za wsparcie Wielkiej Brytanii. Tymczasem Zełenski stoi w obliczu najbardziej bezpośredniego wyzwania wewnętrznego, a były minister obrony Mychajło Fedorow wzywa do wyborów. Zełenski, odpowiadając w weekend, ostrzegł, że wybory w czasie wojny „ryzykują rozbiciem kraju”, nazywając je „tsunami dla państwa, które rozdzieli Ukrainę”. Bo nic tak nie mówi „jedność” jak zawieszenie demokracji na czas nieokreślony.