Wyobraź sobie przyszłość, w której 90% światowej populacji podwaja swoje dochody, ale pracuje o połowę krócej niż dziś. Świat, w którym dolna połowa ludzkości widzi swój udział w globalnym bogactwie rosnący z żałosnych 2% do wciąż skromnych 30%. Świat, w którym konsumujemy wystarczająco, ale nikt nie konsumuje za dużo. I to wszystko na planecie, która nie zamieniła się w gigantyczny piekarnik.

W obliczu ponurych techno-autorytarnych przyszłości, które są nam obecnie sprzedawane - pomyśl o kapitalizmie nadzoru z domieszką załamania klimatu - radykalna nowa wizja globalnego postępu wydaje się pilnie potrzebna. Najbardziej wiarygodna wizja, według nowego raportu World Inequality Lab, to taka, w której zamieszkiwalność planety jest warunkiem wstępnym rozwoju człowieka i równości, a nie tylko dodatkiem.

Global Justice Report bada warunki wymagane, aby świat mógł zbliżyć się do tego celu do końca stulecia. Jego wniosek? Globalna transformacja, która godzi zamieszkiwalność planety i wysoki standard dobrobytu dla wszystkich, jest możliwa - pod warunkiem jednoczesnego spełnienia trzech warunków. Po pierwsze, szybka dekarbonizacja systemów energetycznych. Po drugie, znaczące odejście od nadkonsumpcji w kierunku „wystarczalności” - obejmujące gwałtowne zmniejszenie godzin pracy i zużycia surowców, wraz z dużymi zmianami w wzorcach konsumpcji, nawykach żywieniowych, użytkowaniu gruntów i pokrywie leśnej. Po trzecie, finansowanie i polityczne utrzymanie tego wszystkiego będzie wymagać drastycznego zmniejszenia nierówności dochodów, bogactwa i władzy, między krajami i wewnątrz nich.

Co przyniosłaby ta transformacja? Jej sednem jest konwergencja między krajami. Średni dochód narodowy na mieszkańca, dziś oddzielony 16-krotną różnicą między najbiedniejszymi (290 euro miesięcznie w Afryce Subsaharyjskiej) a najbogatszymi (4590 euro w Ameryce Północnej/Oceanii) regionami, wzrósłby do wspólnego poziomu około 5000 euro miesięcznie we wszystkich krajach do 2100 roku. Roczny czas pracy na zatrudnionego spadłby z około 2100 do około 1000 godzin, kontynuując długoterminowy trend skracania czasu pracy. Udział globalnych godzin pracy poświęconych edukacji i zdrowiu wzrósłby z 11% do 43%. Kobiety i mężczyźni zrównaliby się w kwestii równych płac oraz równego udziału w pracy zarobkowej i domowej.

Wszystko to odbywałoby się w znośnym klimacie. Dzięki zrównoważonej konwergencji i szybkiej dekarbonizacji globalne ocieplenie osiągnęłoby 1,8°C, w porównaniu z ponad 4°C przy obecnych trendach. Skala dochodów między jednostkami zawęziłaby się do stosunku jeden do pięciu, a skala bogactwa do jeden do dziesięciu, przedłużając to, co Europa Zachodnia i Nordycka osiągnęły w XX wieku. Udział globalnego bogactwa posiadanego przez najbiedniejszą połowę ludzkości wzrósłby z 2% do 30%, podczas gdy udział klasy miliarderów spadłby z 6% do 0,05%.

Te zmiany byłyby finansowane przez nowe instytucje. Globalny fundusz sprawiedliwości wydawałby średnio 10% światowego PKB rocznie w latach 2026-2060 na dywidendy krajowe i inwestycje - w porównaniu z mniej niż 0,4%, które dziś stanowią pomoc oraz łączne budżety ONZ, MFW i Banku Światowego. Jego zasoby pochodziłyby ze światowego funduszu suwerennego posiadającego 10% światowego kapitału, globalnego podatku od bogactwa rosnącego do 20% rocznie dla miliarderów oraz globalnego podatku dochodowego rosnącego do 90% dla najbogatszych, każdego dotykającego około 1% światowej populacji.

Rezultatem nie jest transfer od wielu do nielicznych, ale zysk dla prawie wszystkich. Blisko 90% światowej populacji podwoiłoby swoje dochody między 2026 a 2100 rokiem, a po uwzględnieniu czasu wolnego i zamieszkiwalnej planety, ponad 99% wychodzi na plus. Plan redystrybuuje również władzę. Dziś najbogatsze regiony mają cztery razy więcej głosów w MFW i Banku Światowym, niż wynikałoby to z ich udziału w światowej populacji; w nowym porządku każdy mieszkaniec miałby równy głos.

Autorzy Thomas Piketty, Lucas Chancel, Cornelia Mohren, Rowaida Moshrif, Moritz Odersky i Anmol Somanchi zauważają, że techniczna niemożliwość nie stoi na przeszkodzie - ale raczej brak wspólnej wizji.