Australijska gospodarka ostro zahamowała na początku 2026 roku, a poziom życia znów robi wrażenie cofania się. Ryzykując zdenerwowanie skarbnika Jima Chalmersa przez 'mówienie źle o gospodarce', jak to delikatnie ujął, najnowsze rachunki narodowe nie dają powodów do sypania konfetti.
Większość złych wiadomości wygodnie zamaskowano nadzwyczajnym pośpiechem w budowie centrów danych – bo nic tak nie mówi 'solidne podstawy gospodarcze' jak magazyny pełne serwerów. Gospodarka była rozgrzana w drugiej połowie 2025 roku, co częściowo wyjaśnia wzrost presji inflacyjnej jeszcze przed tym, jak USA i Izrael zaczęły bombardować Iran pod koniec lutego. Ta niedawna siła tylko uwypukliła spowolnienie w najnowszych danych.
Po wzroście o przyzwoite 0,9% w kwartale grudniowym, realny PKB zwolnił do sapania 0,3% w trzech miesiącach do marca. W rozmowie z prasą Chalmers skupił się na rocznej stopie wzrostu wynoszącej 2,5%, określając ją jako 'naprawdę solidną w tych okolicznościach'. Wychwalał boom na centra danych jako najszybsze tempo nowych wydatków biznesowych od czasu pęknięcia bańki inwestycji górniczych prawie 15 lat temu. Inwestycje w maszyny i urządzenia – kategoria obejmująca zjawisko centrów danych – były największym pojedynczym wkładem we wzrost, zauważył Australijski Urząd Statystyczny, jednocześnie pomocnie wskazując, że większość tych części była importowana, tworząc duży ujemny wpływ handlu zagranicznego.
Mimo to, starszy ekonomista Westpac, Pat Bustamante, szacuje, że budowa centrów danych dodała 0,5 punktu procentowego do kwartalnego PKB i około 0,8 punktu do stopy rocznej. 'Poza tym inwestycje i aktywność gospodarcza były słabe' – powiedział Bustamante, dodając, że gospodarka wyraźnie zwalniała jeszcze zanim konflikt na Bliskim Wschodzie i podwyżki stóp procentowych naprawdę zaczęły doskwierać.
Presja jest najbardziej widoczna w dochodach gospodarstw domowych ledwo nadążających za inflacją, według analiz Commonwealth Bank. Wzrost gospodarczy na osobę cofnął się w kwartale marcowym – po raz pierwszy od roku – co jest klasycznym objawem spadającego poziomu życia. Ogólna konsumpcja wzrosła, ale prawie wszystko poszło na podstawowe potrzeby, takie jak prąd (gdy ulgi wygasły) i paliwo (gdy ceny benzyny wzrosły w marcu). Aby za to zapłacić, gospodarstwa domowe oszczędzały mniej, podczas gdy wydatki na rzeczy niekonieczne ledwo drgnęły.
Perspektywy są, mówiąc technicznie, nieco ponure. Chalmers przyznał, że te rachunki narodowe uchwyciły tylko początek globalnego szoku naftowego: 'Gdy pamiętasz, że te dane nie obejmują najgorszych części ani najgorszych konsekwencji wojny na Bliskim Wschodzie, to oczywiście możemy spodziewać się trudnych czasów.' Im dłużej Cieśnina Ormuz pozostaje zamknięta, tym gorsze będą skutki dla globalnej gospodarki. Bezrobocie jest wciąż stosunkowo niskie, ale niedawno skoczyło do 4,5%, a recesja w sensie technicznym – kurczenie się gospodarki przez dwa kolejne kwartały – nie jest wykluczona, zwłaszcza jeśli Bank Rezerwy będzie nadal podnosił stopy mimo słabnącej gospodarki. Mimo to skarbnik, mimo całego swojego optymizmu, ma rację: nie jesteśmy w strasznym miejscu, wkraczając w najnowszy globalny kryzys. Po prostu... nie jest też świetnie.