Sześciu mężczyzn stanęło przed sądem w Bristolu, oskarżonych o dokładnie to, co zwykle trafia na pierwsze strony gazet, tyle że tym razem nie wolno ci wiedzieć, kim są ani co rzekomo zrobili.
Oskarżeni są rzekomo częścią większej grupy, która przez kilka lat uwodziła i molestowała seksualnie bezbronne nastoletnie dziewczęta w mieście. Wszyscy sześciu nie przyznaje się do zarzutów, które dotyczą „wielu pokrzywdzonych”. Proces ma potrwać 12 tygodni, ale ograniczenia w relacjonowaniu oznaczają, że pełne szczegóły – w tym nazwiska oskarżonych – pozostają tajemnicą.
Organizacje medialne, w tym The Guardian, zakwestionowały ograniczenia. Sędzia Macmillan, nadzorująca proces, zezwoliła na podanie niektórych informacji, uznając „obawy społeczne dotyczące «gangów uwodzicieli»” oraz „szczególne zainteresowanie publiczne” przejrzystością. Nie posunęła się jednak do całkowitego zniesienia zakazu.
Wcześniej w tym roku oskarżenie skutecznie wnioskowało o odroczenie wszelkich relacji do czasu ogłoszenia wyroków, argumentując, że grozi to naruszeniem bezstronności wymiaru sprawiedliwości. W tym tygodniu media naciskały, powołując się na jawność postępowania. Ale sędzia nie dała się przekonać, wskazując na „znaczące ryzyko”, że zeznania świadków mogą zostać zanieczyszczone przez bieżące relacje.
„Biorąc pod uwagę poziom zainteresowania publicznego, jaki prawdopodobnie wzbudzi ten proces, jestem przekonana, że wszelkie bieżące relacjonowanie dowodów w tej sprawie prawdopodobnie dotrze do świadków i spowoduje znaczące ryzyko zanieczyszczenia zeznań” – powiedziała. „To z kolei podważyłoby szansę na uczciwy proces”.
Więc na razie opinia publiczna może wiedzieć, że proces istnieje i mniej więcej o co chodzi – tylko nie te denerwujące szczegóły, które mogłyby faktycznie wpłynąć na debatę publiczną.