Na pierwszy rzut oka wygląda to jak zupełnie zwykła letnia szkoła na wsi w Devon: nastolatki grające w siatkówkę w słońcu, zajmujące się sztuką i rzemiosłem oraz przygotowujące się do pokazu talentów. Ale pod powierzchnią robią coś znacznie bardziej radykalnego: rozmawiają ze sobą o swoim bólu, traumie i wspólnym człowieczeństwie. Tak, to prawie żenująco proste.
To są "nasiona" Seeds of Peace, obozu, który gromadzi nastolatków z przeciwnych stron historycznych konfliktów - Izraela i Palestyny, Indii i Pakistanu - na trzy tygodnie intensywnego dialogu. Codziennie spędzają dwie godziny na sesjach dialogowych, dzieląc się osobistymi doświadczeniami i próbując znaleźć wspólną płaszczyznę. Przez trzy tygodnie to 32 godziny ciężkich rozmów, czyli o 32 godziny więcej, niż udaje się większości światowych przywódców.
"Nie znajdziesz ich siedzących z mapami, faktami i książkami" - powiedziała Eva Armour, dyrektor wykonawcza. "Mówią o swoich własnych doświadczeniach - tak odbywa się nauka. Nie możesz dyskutować z czyimś doświadczeniem tak, jak możesz dyskutować o tym, co wydarzyło się na wojnie." Dodała z nutą irytacji: "Musimy inwestować w tę pracę chociaż ułamek tego, co inwestujemy w następstwa wojny."
W tym roku obóz obchodzi 30-lecie, ale po raz pierwszy odbywa się w Wielkiej Brytanii. Założony w 1993 roku przez amerykańskiego dziennikarza Johna Wallacha, zwykle odbywa się w USA, ale polityczna niepewność sprawiła, że Wielka Brytania wydawała się bezpieczniejszym wyborem. Jak ujął to Qasim Aslam, lider globalnego programu młodzieżowego: "Wybór kraju, który będzie gospodarzem, to jedno z ogromnych wyzwań. Jest bardzo niewiele krajów, w których wszyscy rodzice ze wszystkich ośmiu krajów czuliby się komfortowo, wysyłając swoje dzieci, i gdzie możemy uzyskać wizy dla wszystkich uczestników."
Dla uczestników - znanych jako "nasiona" - to doświadczenie jest trudne, ale zmieniające życie. Mika, 17-latka z Izraela, przyznała, że nie zbliżyła się do odpowiedzi na pytania o pokój. "Teraz myślę: czy naprawdę oczekiwałam, że trzy tygodnie naprawią wszystko?" - powiedziała. "Stawienie czoła komuś, kto ma być moim wrogiem, ale ona jest po prostu dziewczyną taką jak ja - to trudne. Mogłabym po prostu nie wiedzieć o tym i iść bawić się na innym obozie letnim, a byłoby o wiele łatwiej. Ale wolę wiedzieć i zacząć nad tym pracować, dla tego, w co wierzę."
Hala, 16-letnia Palestynka z Jerozolimy, powiedziała, że to pierwszy raz, kiedy spotkała Izraelczyków "poza punktami kontrolnymi, nalotami i mundurami IDF". Wyznała: "Na początku było ciężko, myślałam, że zdradzam coś głęboko w sobie. Ale kiedy poznałam tych ludzi, zdałam sobie sprawę, że mają bardzo różne poglądy na temat swojego rządu. I lubimy ten sam film."
Nawet ci spoza głównych stref konfliktu uznali to za pouczające. Esther, 17-latka z Belfastu, powiedziała: "Nigdy wcześniej nie miałam okazji rozmawiać z ludźmi z różnych krajów, takich jak Izrael i Palestyna - nigdy nie wiesz, jak media cenzurują rzeczy, więc naprawdę potężne jest słuchanie ludzi osobiście. Czuję, że teraz będę znacznie mniej pochopna w ocenianiu ludzi."
Dla niektórych udział jest pełen trudności. Ahmad, 26-letni palestyński doradca obozowy, który uczestniczył jako nastolatek, powiedział, że nie powie ludziom w domu o swojej letniej podróży. "Dla niektórych ludzi to uczucie, że zdradzasz swój kraj, ponieważ próbujesz zawrzeć pokój z ludźmi, którzy cię zabijają w tym samym czasie."
Oczywiście, ten szlachetny eksperyment ma ograniczenia. Potrzebna jest znajomość języka angielskiego, co - jak przyznają organizatorzy - ogranicza dostępność. A udział kosztuje 9000 dolarów (6700 funtów), choć wielu otrzymuje stypendia. W niektórych krajach obowiązuje konkurencyjny proces aplikacyjny. Jak powiedział Aslam: "Staramy się identyfikować młodych ludzi, którzy w przyszłości mogą być influencerami w swoich społecznościach."
Byli uczestnicy zostali politykami, ambasadorami i liderami biznesu, prawdopodobnie szerząc ewangelię "rozmawiaj ze swoimi wrogami", gdziekolwiek się udadzą. Przez lata obóz przeszkolił ponad 7000 "nasion" z regionów konfliktowych. A jednak, gdy świat pogrąża się w kolejnych wojnach, warto zapytać: czy nie powinniśmy wszyscy spędzić trochę czasu na rozmowie zamiast walki? Może to zbyt proste, ale może właśnie o to chodzi.