Jeśli myślałeś, że K-pop to szczyt sztucznej dziwności, przygotuj się na wirtualne idole – ludzi występujących jako anime-stylowe cyfrowe postacie poprzez motion capture – które rozwieją twój umysł. Ulubieńcem Michelle Kim jest girlsband o nazwie Isegye Idol, stworzony przez koreańskiego VTubera Woowakgooda. Sześciu anonimowych członków prezentuje rzadką mieszankę szczerości i humoru, grając w gry takie jak League of Legends, Go i Minecraft, prowadząc pogawędki i wykonując kiczowatą muzykę, która plasuje się gdzieś między ścieżką dźwiękową anime a muzyką z gier wideo. To bardzo DIY, bardzo intymne, a jego ogromna popularność mówi wiele o nastrojach słynącego z samotności i kulturowego zagubienia pokolenia Z w Korei Południowej – zmagającego się ze znalezieniem pracy, rezygnującego z randkowania i szukającego przyjaźni online. Pokazuje, jak magiczny wszechświat online ludzie potrafią zbudować, gdy rzeczywistość przestaje dla nich działać.

Pavel Talankin nie miał najłatwiejszego życia jako nauczyciel w mieście miedziowniczym Karabasz w Rosji – miejscu, które UNESCO kiedyś nazwało najbardziej toksycznym na Ziemi. Ale nagrania, które zrobił, częściowo w tajemnicy, jasno pokazują, że je kochał: kominy, zimno, lodowe wąsy, które zbierał, chodząc na zewnątrz, a przede wszystkim swoich bystrych uczniów. To sprawia, że tym bardziej bolesne jest oglądanie, jak odległa, wyczerpująca wojna i państwowa propaganda zmieniają miasto. Antywojenny progresista z flagą demokracji w swojej klasie, Talankin musiał mierzyć się z nowym patriotycznym programem nauczania, obowiązkowymi paradami, wizytami najemników i utratą kreatywnej przestrzeni, którą zbudował. Jego nagrania opowiadają jego historię w nagrodzonym Oscarem dokumencie reżysera Davida Borensteina, podkreślając dziwne, głębokie sposoby, w jakie dorośli kształtują dzieci, nawet o tym nie wiedząc.

Kim to ten typ osoby, która zapłaci 150 dolarów, żeby obejrzeć komika w śmierdzącym teatrze w San Francisco, który pobiera 20 dolarów za puszkę wody – bo jest na tyle szalona, żeby mieć nadzieję, że stand-up nie umrze. W lutym widziała na żywo brytyjskiego komika Jamesa Acastera... i był to przeciętny występ. Ale Repertoire, jego miniserial z 2018 roku na Netflixie, to złoto. Nakręcony krótko po tym, jak Acaster przeszedł przez rozstanie, czteroczęściowy serial przedstawia go wcielającego się, między innymi, w policjanta, który idzie na tajną misję jako komik stand-up, zapomina, kim jest, i się rozwodzi. A potem robi się dziwnie. „A co, jeśli każdy związek, w jakim kiedykolwiek byłeś” – pyta Acaster – „to ktoś, kto powoli dochodzi do wniosku, że nie lubił cię tak bardzo, jak miał nadzieję?” Jeśli najlepsza komedia rodzi się z uważnego przyglądania się piekłu, w którym się jest, życzymy Acasterowi wielu kolejnych dołków.