W tym miesiącu dwa wirusy postanowiły wyjść na pierwszy plan w jak najbardziej niemile widziany sposób. Po pierwsze, ognisko hantawirusa na pokładzie statku wycieczkowego M.V. Hondius spowodowało aż 13 zakażeń, z czego trzy były śmiertelne. Następnie w Afryce wybuchło ognisko Eboli, które jak dotąd zebrało ponad 900 zakażeń i 220 zgonów. Naukowcy są zdezorientowani, a kiedy naukowcy są zdezorientowani, reszta z nas powinna się prawdopodobnie martwić.

Hantawirusy, przenoszone zazwyczaj przez wysuszone odchody i ślinę gryzoni, postanowiły złamać zasady i rozprzestrzeniać się z człowieka na człowieka na statku. Tymczasem wirus Ebola w Afryce śmieje się z szczepionek i leków przeciwwirusowych, które naukowcy tak ciężko opracowali – ponieważ ten konkretny szczep jest tak różny, że istniejące terapie są prawdopodobnie słabe lub bezużyteczne.

Oto problem, zdaniem ekspertów: istnieje ogromna różnorodność wirusów, ale mamy tylko ograniczone słownictwo, by je opisać. To jak wrzucanie do jednego worka płetwali błękitnych i owocowych nietoperzy tylko dlatego, że oba są ssakami. Niepomocne i potencjalnie śmiertelne.