Ludzkie dłonie to cud ewolucji – zwinne, pełne nerwów i zdolne do wszystkiego, od wiązania sznurowadeł po wykonywanie pasywno-agresywnych gestów. Ale mimo całego postępu technologicznego, żadna maszyna nigdy ich prawdziwie nie odtworzyła. Teraz fala chińskich startupów uważa, że jest blisko, bo jeśli jest coś, co Chiny kochają bardziej niż produkcję, to sprawianie, by roboty tańczyły na Gali Wiosennej.

Odkąd tańczące humanoidy Unitree zachwiały się na scenie podczas gali Księżycowego Nowego Roku 2025, Chiny oszalały na punkcie robotów. Rząd widzi „ucieleśnioną AI” jako klucz do przyszłego wzrostu gospodarczego, zwłaszcza przy kurczącej się sile roboczej. Materiały marketingowe obiecują, że roboty wkrótce będą składać pranie, gotować i strzyc – właściwie wszystko, co ludzie chcieliby, żeby robić za nich. Pekin ogłosił nawet ucieleśnioną AI sektorem otwierającym „nowe rynki warte biliony juanów”, co w biurokratycznym języku oznacza „rzucamy w to pieniędzmi”.

Ale jest haczyk: większość humanoidów to wciąż ulepszone manekiny. Jak zauważyła Międzynarodowa Federacja Robotyki we wrześniu, „prawdziwie wielofunkcyjne humanoidy są jeszcze daleko”. To dlatego, że potrzebują dłoni – a tworzenie dłoni jest, według Elona Muska, „większością trudności inżynieryjnych całego robota”. (Musk by wiedział; jego robot Optimus wciąż lepiej pozuje niż pakuje zakupy.)

Zhou Yong, założyciel LinkerBot, jednej z wiodących chińskich firm produkujących zręczne dłonie, ujmuje to bardziej dosadnie: stworzenie robotycznej dłoni jest „sto razy trudniejsze” niż humanoida. „Jej zręczność jest 10 razy większa niż innych części ciała, ale jej objętość to tylko jedna dziesiąta” – mówi, wskazując na swoje biuro pełne wijących się, bezcielesnych robotycznych dłoni, które wyglądają jak rekwizyt z horroru sci-fi. Zainspirowany Stevem Jobsem, Zhou postanowił skupić się wyłącznie na dłoniach, uruchamiając LinkerBot w 2023 roku. Firma produkuje teraz około 5000 dłoni miesięcznie i planuje podwoić tę liczbę, dążąc do wyceny 6 miliardów dolarów. Zhou marzy także o tworzeniu protez dłoni dla amputowanych za jedyne 1000 dolarów – ułamek obecnych dziesiątek tysięcy.

Przewaga Chin leży w sprzęcie. Dzięki taniemu, zaawansowanemu łańcuchowi dostaw – wyćwiczonemu przez przemysł EV – firmy mogą z łatwością pozyskiwać baterie litowo-jonowe i zminiaturyzowane silniki. Pan Yunzhe, założyciel Wuji Technology z Shenzhen, mówi, że wrócił z USA, ponieważ „robienie sprzętu w Stanach Zjednoczonych było naprawdę niemożliwe”. (Kiedy próbował, musiał prosić ojca o wysłanie mu części pocztą.) Teraz Chiny mają ponad 1 milion zarejestrowanych firm robotycznych, a rejestracje w 2025 roku wzrosły o 40% rok do roku. Sam rynek zręcznych dłoni osiągnął 50 miliardów juanów (7,4 miliarda dolarów) w zeszłym roku, w porównaniu z 13 miliardami juanów w 2024.

Ale sprzęt to tylko połowa bitwy. Prawdziwym wyzwaniem jest oprogramowanie – nauczenie dłoni faktycznego robienia rzeczy. „Wyzwanie tworzenia tych dłoni jest teraz rozwiązywane” – mówi Nathan Lepora, profesor robotyki na Uniwersytecie w Bristolu. „Kontrolowanie ich, to już zupełnie inna gra… nikt nie wie, jak to zrobić”. Pomyśl o tych chwytakach w wesołych miasteczkach: teleoperowanie robotycznej dłoni do pakowania zakupów może wymagać setek godzin treningu. Naukowcy opracowują teraz rękawice z czujnikami – jak flagowy produkt Wuji – które rejestrują ruch, nacisk i dotyk, pomagając robotom nauczyć się rozbijać jajko bez miażdżenia go. (Umiejętność, z którą wielu ludzi też ma problem po kilku drinkach.)

Zhou z LinkerBot wyobraża sobie przyszłość, w której fabryka robotycznych dłoni buduje więcej robotycznych dłoni – samonapędzająca się pętla z minimalnym udziałem człowieka. „Nie tworzymy robotów, by zastąpić pracę” – mówi. „Tworzymy roboty, aby ludzie mogli żyć lepszym i dostatniejszym życiem”. Co w tłumaczeniu z języka startupów oznacza: „Budujemy dłonie, które w końcu umyją twoje naczynia”.