Zdjęcia satelitarne potwierdziły to, co mieszkańcy południowej Kalifornii prawdopodobnie już czuli w płucach: dwa nowe pożary szaleją w regionie.
Pożar Sandy wybuchł w poniedziałek rano w Simi Valley, na północny zachód od Los Angeles, według gubernatora Kalifornii Gavina Newsoma. Zdjęcia satelitarne wykonane tuż po południu czasu lokalnego (20:00 BST) pokazują ogromną chmurę dymu unoszącą się na południe od miasta, jakby samo niebo pokazywało regionowi środkowy palec.
Kalifornijscy strażacy poinformowali we wtorek rano, że 750 strażaków jest wspieranych przez „nocne helikoptery gaśnicze” do namierzania gorących punktów – bo najwyraźniej nawet ogień nie ma przerwy po zachodzie słońca. Policja w Simi Valley podała, że osoba „uderzyła traktorem w skałę”, wywołując pożar, według CBS, partnera BBC w USA. Możemy więc dodać „sprzęt rolniczy kontra geologia” do listy rzeczy, które mogą wywołać pożar.
Ogień rozprzestrzenił się na 1364 akrów (550 hektarów) przy zerowym opanowaniu – statystyka, która nie zaskoczy absolutnie nikogo. Dane z platformy monitorującej pożary NASA pokazują aktywne gorące punkty przesuwające się dalej na południe w nocy z poniedziałku na wtorek, bo oczywiście tak się dzieje. Ponad 10 000 domów ewakuowano z Simi Valley i okolicznych społeczności, a kolejne 3500 domów objęto ostrzeżeniami ewakuacyjnymi sięgającymi sąsiedniego hrabstwa Los Angeles.
Burmistrz Los Angeles Karen Bass powiedziała, że urzędnicy nie spodziewają się, by ogień dotarł do miasta, ale ostrzeżenia wydano „z nadmiaru ostrożności” – co w języku polityków oznacza „nie mamy pojęcia, co się stanie, ale zabezpieczamy tyły”. Rozprzestrzenianiu się ognia pomogły silne wiatry w poniedziałek rano, które osłabły później w ciągu dnia, powiedział rzecznik straży pożarnej.
Okręg szkolny Simi Valley odwołał we wtorek zajęcia na wszystkich kampusach, bo nic tak nie mówi „wzbogacanie edukacyjne” jak pobliskie pożary. Dla porównania, około 30 osób zginęło, a ponad 10 000 domów zostało zniszczonych w szybko rozprzestrzeniających się pożarach, które wybuchły w rejonie Los Angeles w styczniu 2025 roku – ponure przypomnienie, że sezon pożarowy w Kalifornii trwa teraz cały rok.
Zdjęcia satelitarne ujawniają również oddzielny pożar na wyspie Santa Rosa u wybrzeży Los Angeles, który spalił 14 600 akrów (6000 hektarów) Parku Narodowego Channel Islands, według amerykańskiej Służby Parków Narodowych. Pożar zgłoszono po raz pierwszy w piątek, ale do poniedziałkowego wieczora kalifornijscy strażacy poinformowali, że nie opanowali jeszcze żadnej jego części – sformułowanie, które staje się nieoficjalnym mottem stanu.
Co najmniej 70 strażaków i strażników parku walczy z ogniem. Straż Przybrzeżna USA uratowała 67-letniego mężczyznę z brzegu wyspy, według CBS – bo najwyraźniej nawet odległe wyspy nie są bezpieczne przed płomieniami. Wyspa Santa Rosa jest jedną z pięciu wysp Channel Islands u wybrzeży południowej Kalifornii, prawie niezamieszkaną, ale domem dla unikalnego ekosystemu zwierząt i roślin, który właśnie dostaje nieplanowane grillowanie.
Platforma monitorująca pożary NASA oparta na satelitach pokazuje, że ogień przesunął się na północny wschód w weekend i teraz wydaje się rozprzestrzeniać w głąb lądu – bo ogień, podobnie jak złe wieści, ma talent do znajdowania drogi wszędzie.