Na scenie w pubie w Camden Barry Quinlan, frontman irlandzkich rockersów Bleech 9:3, emanuje intensywnością Iana Curtisa z Joy Division – garbi się, szarpie wokół statywu mikrofonu, jego oczy wiercą dziurę w tylnej ścianie, podczas gdy rozradowane nastolatki rozszerzają się i kurczą w circle pitu. Ten koncert z połowy maja miał tę energię „byłem tam” wczesnych koncertów Arctic Monkeys czy Fontaines DC. Z poważnymi wytwórniami podpisującymi kontrakty po obu stronach Atlantyku, dziesiątkami festiwalowych dat tego lata i niesamowicie imponującym pięcioutworowym debiutanckim EP, zespół wkrótce będzie grał w znacznie większych salach.
Ale poznaj Barry'ego i jego trzech kolegów z zespołu wcześniej tego samego dnia, a nie ma w nich ani krzty tej nerwowej energii. Bleech 9:3 wnoszą spokój do sali konferencyjnej w biurach ich firmy menedżerskiej. Ten spokój jest ciężko wypracowany: Barry i gitarzysta Sam Duffy są dla siebie nawzajem sponsorami w Anonimowych Alkoholikach (AA). Jak ujmuje to Quinlan z uśmiechem: „To anonimowy program, więc powiemy 'rzekomy sponsor'”. Po tym, jak dwóch przyjaciół sponsorowało się nawzajem w AA, zaczęli tworzyć muzykę. Teraz szykują się na lato z 40 festiwalami, opowiadając wstrząsającą, ale podnoszącą na duchu historię – dowód na to, że uzależnienie może sugerować diabła, ale trzeźwość sugeruje coś nieco bardziej boskiego.