Przez 50 lat amerykańscy biegacze byli wierni marce Nike, Adidas, Brooks i Hoka. Ale ostatnio na subredditach biegowych głośno o chińskich butach, które kosztują połowę lub dwie trzecie ceny, a działają równie dobrze – jeśli nie lepiej. Yowana Wamala, twórca aplikacji do butów biegowych Supwell, mówi, że nawet przy wyższej cenie nadal by je nosił: „Stosunek wydajności do ceny jest nie do pobicia.”
Weźcie to od kogoś z 130 000 mil życiowych: jestem nawrócony. Zapłaciłem 90 dolarów za Li-Ning Red Hare 9 Pro (porównywalne z 170-dolarowymi Puma Deviate Nitro 4) i 161 dolarów za BMAI Jingtan 3.0 Turbo (lepsze niż 275-dolarowe Brooks Hyperion Elite 5). Po testowaniu setek butów przez 47 lat, te chińskie modele należą do moich ulubionych pod względem komfortu jazdy, wszechstronności, trwałości i ceny.
Haczyk? Zdobycie ich to koszmar. Robiłem zakupy na topornym AliExpress i wynająłem chińskiego influencera obuwniczego. I nie będzie łatwiej: same czynniki stojące za ich jakością i niską ceną sprawiają, że raczej nie trafią do amerykańskich sklepów.
Jak chińskie buty osiągają jedno i drugie? Obwiniajcie (lub dziękujcie) nowoczesne pianki śródstopia, takie jak poliamid blokowy, które zwracają do 90% energii. Te pianki są produkowane w chińskich fabrykach – Shincell dostarcza je dla Adidasa i Pumy, a także dla lokalnych marek Anta i Li-Ning. Zachodnie marki importujące surowce do Chin płacą więcej; chiński poliamid blokowy kosztuje 35–50% mniej. A ponieważ podeszwy, cholewki, a nawet pudełka na buty są produkowane w pobliskich klastrach w Fujian i Guangdong, „zasadniczo wszystko, czego potrzebujesz, jest na miejscu”, mówi analityk Hui Wang.
Chiński boom biegowy skłonił marki takie jak BMAI, Dynafish i Runsifly do poprawy jakości. Cykle produkcyjne wynoszą zaledwie trzy miesiące od prototypu do masowego zamówienia, w porównaniu z dwoma latami i więcej dla zachodnich marek. Oznacza to, że najnowocześniejsze funkcje, takie jak podeszwy z poliuretanu lanego (lżejsze, lepsza przyczepność), pojawiają się w 26 z 30 chińskich butów, które wypróbowałem, w porównaniu z zaledwie kilkoma wysokiej klasy zachodnimi modelami.
Sprzedaż bezpośrednia do konsumenta i ostra konkurencja utrzymują niskie ceny – rabaty 30–40% w dniu premiery są normą. Dlaczego więc Amerykanie ich nie noszą? Nie chodzi o cła czy zakazy, ale o zderzenie modeli biznesowych. Rynek amerykański jest dziwaczny: tylko 20–40% z 50 miliardów dolarów rocznej sprzedaży butów biegowych trafia do faktycznych biegaczy. Większość kupujących chce po prostu wygody, a nie butów sportowych. A sklepy specjalistyczne, mimo że stanowią zaledwie 10% sprzedaży, są miejscem, gdzie marki debiutują. Chińskie marki nie są zainteresowane współpracą z nimi – wzdragają się przed logistyką, wysyłaniem przedstawicieli handlowych czy oferowaniem hojnej polityki zwrotów (w Chinach zwroty wymagają nienoszonych butów z metkami w ciągu siedmiu dni).
Tylko Anta i 361 Degrees mają amerykańskie strony e-commerce, ale żadna z nich nie ma znaczącej obecności w sklepach. Li-Ning sprzedaje na Amazonie. AliExpress jest opcją. Sprzedaż bezpośrednia to przyszłość, mówi analityk Matt Powell, ale chińskie marki potrzebują dystrybucji w USA. W czerwcu Supwell zaczął sprzedawać 500 par Dynafish Xiaonian za 130 dolarów – but porównywalny z 225-dolarowymi Asics Megablast.
Może chińskie buty się przyjmą. Przekonałem znajomych do zakupu Anta Zone 2 (120 dolarów, wobec 150 dolarów za zachodnie odpowiedniki). Ale konsultant Lei Yu ostrzega, że poważny marketing w USA podniósłby ceny, zabijając stosunek wartości. Na razie amerykańscy biegacze mogą zdobyć świetne buty – jeśli są gotowi skakać przez przeszkody.