Na cichej ulicy w zachodnim Sydney, Farhana Laffernis ściga się ze swoim ciekawskim angielskim staffordshire bull terrierem i hałaśliwą trzyletnią córką do drzwi wejściowych. W środku, jej trzyletnia córka ma na sobie różową tiulową spódniczkę i podekscytowana gaworzy, przytulając swoją lalkę. Życie rodzinne, które Laffernis zbudowała, nie przyszło łatwo. 34-latka doświadczyła pięciu poronień. Dla kogoś, kto "zawsze chciał być mamą", to doświadczenie "całkowicie ją zdruzgotało".

"Żałoba staje się prawie wyćwiczona, jak rutyna. Nadal czujesz ukłucie za każdym razem, gdy to się dzieje" – mówi. "To prawie tak, jakby twój umysł i ciało znały procedurę".

Laffernis nie jest odosobnionym przypadkiem. Trzy na dziesięć kobiet, które urodziły w 2022 roku, wcześniej doświadczyło poronienia, czyli utraty ciąży przed 20. tygodniem ciąży, według Australijskiego Instytutu Zdrowia i Opieki Społecznej. Jedna na dziesięć doświadczyła dwóch lub więcej. Dane pochodzą z pierwszego w swoim rodzaju badania w Australii, które zostało okrzyknięte pomocą w lepszym zrozumieniu częstości występowania wczesnej utraty ciąży. Badanie powstało po wieloletnich staraniach Isabelle Oderberg, założycielki wiodącej grupy rzeczniczej Early Pregnancy Loss Coalition (EPLC), która była zaniepokojona niską jakością opieki nad kobietami po poronieniu, sama doświadczywszy siedmiu strat. Obecnie nie ma wymogu zgłaszania poronień przez lekarzy, co oznacza, że dane nie są zbierane.

Ale chociaż nowe badanie zostało przyjęte z zadowoleniem, eksperci obawiają się, że dane nie obejmują dużych grup kobiet, szczególnie tych z różnych środowisk kulturowych – jak Laffernis. I twierdzą, że brak danych może oznaczać, że różnorodne rodziny tracą dostęp do usług, których pilnie potrzebują.

Pierwsze poronienie Laffernis miało miejsce w ósmym tygodniu jej pierwszej ciąży. Było to w szczycie lockdownów związanych z Covid-19 i nie mogła mieć przy sobie partnera podczas żadnych wizyt i badań. "To był pierwszy raz w moim życiu, kiedy doświadczyłam czegoś takiego, poczułam prawdziwy żal i stratę" – mówi. "Otrzymywałam wszystkie te straszne wieści praktycznie sama i musiałam to jakoś przetworzyć i zrozumieć".

To było pierwsze z dwóch poronień, które Laffernis miała przed pomyślnym poczęciem córki dzięki IVF. Pamięta, że "była tak przerażona przez całą drogę". "Wydaje się, że gdziekolwiek się nie obejrzysz, ktoś ma tę błogą, ignorancką ciążę, gdzie nic nie może pójść źle... Ja nie mogłam tego mieć, po prostu nie mogłam być tą błogą, zrelaksowaną, nieświadomą ciężarną kobietą".

Kolejne trzy straty ciąży po urodzeniu córki oznaczały "koniec drogi" w jej staraniach o kolejne dzieci.

Dla Laffernis, pochodzącej z migracyjnej rodziny indyjskiej, ból poronień był pogłębiony przez niechęć w jej rodzinie do rozmawiania o tym, co się dzieje. "Kiedy rozmawiałam z własną rodziną o moich stratach, pierwsza była traktowana jako 'pech', druga jako 'trochę dodatkowego pecha'... ale potem zdarza się to pięć razy i w pewnym momencie po prostu przestajesz o tym mówić".

"Myślę, że w wielu rodzinach migracyjnych, a przynajmniej w moim doświadczeniu... istnieje taka mentalność w wielu naszych społecznościach, że nasi rodzice przyjechali [do Australii] z mniej niż idealnych warunków" – mówi. "Może poronienie nie jest najgorszą rzeczą, jaka kiedykolwiek się komuś przydarzyła, ale to była najgorsza rzecz, jaka przydarzyła się mnie".

Po latach prób unikania konfliktów wokół "głęboko przygnębiających" interakcji, musiała skonfrontować się z rodziną w sprawie wsparcia, którego potrzebowała. "Przez długi czas starałam się nie wszczynać kłótni, zanim to wszystko mnie po prostu nie dopadło. Musiałam odbyć kilka bardzo trudnych rozmów z członkami mojej rodziny o tym, czego dokładnie od nich potrzebuję w tym okresie mojego życia" – mówi.

Ta niechęć do rozmawiania o poronieniu w rodzinach migracyjnych to coś, co dr Fatima El-Assaad widziała wiele razy. "To coś, co jest uważane za...