Kimberley Nixon, walijska aktorka znana z filmu *Angus, Thongs and Perfect Snogging*, napisała pamiętnik o perinatalnym OCD, który – jak się obawia – sprawi, że ludzie pomyślą, iż jest okropną osobą. Prawdopodobnie ma rację, ale i tak go publikuje w tygodniu świadomości zdrowia psychicznego matek, bo najwyraźniej tak wygląda powrót do zdrowia – pozwalanie światu oceniać twoje najciemniejsze myśli.
Jej książka *She Seems Fine to Me*, która ukaże się 7 maja, opisuje „technikolorowe historie grozy”, które odtwarzały się w jej głowie po urodzeniu syna podczas lockdownu – w tym obawy przed hipotermią, atakami psów, śmiertelnymi upadkami, porwaniem i mlekiem w proszku z dodatkiem wąglika. Bo nic tak nie mówi „nowe macierzyństwo” jak podejrzenie, że pedofil zamówił twoje dziecko w dark webie.
Upadek Nixon zaczął się po czterech latach niepłodności, in vitro, ciąży w pandemii i pobycie w szpitalu, gdzie jej mąż musiał wybierać między pozostaniem z nią po transfuzji krwi a towarzyszeniem noworodkowi z podejrzeniem sepsy na oddziale intensywnej terapii – bo przepisy covidowe zabraniały przemieszczania się między oddziałami. Była przekonana, że jej syn umarł i nikt jej nie mówi. On był w porządku, ale jej mózg już zarezerwował bilet w jedną stronę do piekła „a co jeśli”.
Zapłaciła 100 funtów za sesję terapii ekspozycji i powstrzymywania reakcji – złotego standardu w leczeniu OCD – z „aktorskiego gniazdka”, ponieważ perinatalne służby zdrowia psychicznego, z którymi się kontaktowała, najwyraźniej były zbyt zajęte robieniem wszystkiego przez telefon z różnymi obcymi osobami za każdym razem. „Bardzo trudno jest mówić o najciemniejszym okresie swojego życia przez telefon do obcej osoby” – zauważa – „a jeszcze trudniej robić to po raz dwudziesty”.
Nixon przypisuje swojemu mężowi z 21-letnim stażem uratowanie życia, wierząc w nią, gdy ona nie wierzyła, a Instagramowi – który pobrała tylko dla darmowych ogrodniczek – za „największe pieprzone 'jebać OCD'”, jakie kiedykolwiek zrobiła. Setki wiadomości od zmagających się matek i partnerów pojawiły się po jej pierwszych nieśmiałych postach, które – jak teraz mówi – pomogły jej przestać się ukrywać.
Zdiagnozowano u niej również autyzm i ADHD w czerwcu ubiegłego roku, co – jak mówi – pomogło wyjaśnić nakładanie się OCD i jej sposobu myślenia. Powrót do zdrowia zajął 18 miesięcy, zanim przestała pragnąć śmierci, i dwa lata, zanim zaufała sobie. Wciąż ma „małe potknięcia”, ale także zabiera w trasę jednoosobowy show komediowy *Baby Brain*, osadzony w oddziale matki i dziecka. Bo nic tak nie mówi „uzdrowienie” jak przerobienie swojego prawie psychotycznego załamania na stand-up.