Przez całe lato Andy Burnham pielęgnował świeży, nowoczesny styl komunikacji – stały strumień filmików w mediach społecznościowych, mających przemawiać bezpośrednio do opinii publicznej, zapewne bez potrzeby używania skrzynki ministerialnej czy ceremonialnej buławy. Jednak, jak przekonuje się premier, żadna ilość dopracowanych treści online nie uchroni cię przed cotygodniowym rytuałem westminsterskim, znanym jako Pytania do Premiera.
Dla niewtajemniczonych PMQs może wydawać się osobliwym anachronizmem w naszej hipercyfrowej erze. Ale dla wiernych Westminstera pozostaje kluczowym momentem kontroli – szansą dla opinii publicznej, by zajrzeć w tryby parlamentu, i dla posłów z tylnych ław, by ocenić występ swoich liderów. Dlatego debiut nowego premiera ma znaczenie, nawet jeśli wygląda podejrzanie jak ta sama stara polityczna szopka.
Burnham zajął miejsce w Izbie Gmin wśród ogłuszających okrzyków z przepełnionych ław laburzystów, od początku przyjmując pewny siebie ton. Wyraźnie pragnął podtrzymać optymizm, który obiecał krajowi. Jego pierwsze wymiany zdań z Kemi Badenoch były nieco żartobliwe – zaczęła od dowcipu o jego wytrzymałości po wtorkowej, wielogodzinnej sesji w Commons, gdzie odpowiadał na pytania przez ponad trzy godziny. Był śmiech, ostrożny uśmiech, a potem – niespodzianka, niespodzianka – rozmowa szybko zeszła na znajome tory: wymiana ciosów na temat podatków i pożyczek, z Badenoch oskarżającą o rozrzutne wydatki rządowe.
Burnham, mimo obietnic zakończenia politycznej "licytacji na punkty", szybko wskazywał palcem na torysów za ich wyniki gospodarcze, przywołując budżet Liz Truss, jednocześnie ślubując dyscyplinę fiskalną. Nie jest pierwszym premierem, który obiecuje nowy styl polityki, by potem odkryć, że trudno uniknąć antagonistycznej natury PMQs. David Cameron mówił kiedyś, że skończy z "polityką Puncha i Judy", a wszyscy wiemy, jak się to skończyło.
Ale podczas gdy ciosy padały dalej, jasne jest, że Burnham jest bardziej swobodnym komunikatorem niż jego poprzednik. Jego prawdziwym wyzwaniem będzie jednak dostarczenie czegoś więcej niż tylko zmiany tonu. Tłem dla jego pierwszych dni w urzędzie był wzrost kosztów pożyczek – globalny trend, owszem, ale taki, na który Wielka Brytania jest szczególnie narażona i który prawdopodobnie ograniczy pole manewru kanclerza podczas budżetu pod koniec października.
Burnham obiecał transformacyjny rząd, ale stoi przed wieloma tymi samymi wyzwaniami co sir Keir Starmer – z trudnymi decyzjami w sprawie wydatków na obronność, opieki społecznej i pomocy społecznej, które pędzą w jego kierunku. To są punkty nacisku, które jego przeciwnicy będą chcieli wykorzystać, jak pokazało podejście Badenoch podczas PMQs, gdy wypytywała go o plany podatkowe, wydatki i pożyczki.
Burnham wskazał na swoje wczesne działania – obniżenie VAT na rachunki za prąd w gospodarstwach domowych i podatku od działalności gospodarczej dla pubów i klubów muzycznych – jako oznaki swoich priorytetów. Ale niewiele więcej zdradził, opierając się na dobrze znanym refrenie, że premierzy nie piszą budżetów zza skrzynki ministerialnej. Trzeba przyznać, że oczekiwanie szczegółowych planów gospodarczych podczas jego pierwszych PMQs byłoby nierozsądne, ale to pytania, na które jego rząd w końcu będzie musiał odpowiedzieć.
Pierwsze tygodnie Burnhama przyniosły wyraźną zmianę stylu w porównaniu z poprzednikiem, z letnim tournée po kraju i dużą obecnością w mediach społecznościowych. Podjął wysiłki, aby wyjaśnić, za czym opowiada się jego rząd – koszty życia, przeniesienie władzy z Westminsteru i większa publiczna kontrola nad kluczowymi usługami. Jak sam przyznaje, te ogłoszenia to dopiero początek.
Teraz, gdy Westminster wrócił do pracy, będzie domagać się więcej szczegółów na temat jego kierunku. Dzisiejsze PMQs było jedynie przedsmakiem tego, co nadejdzie. Oprócz sprawnej komunikacji, wybory, których dokona Burnham, będą wymagać ostrożnego nawigowania, jeśli ma dostarczyć optymistyczną przyszłość, którą obiecał. I być może grubej skóry na te cotygodniowe sparingi przy skrzynce ministerialnej.