W tragicznym obrocie wydarzeń, którego nawet najbardziej cyniczni z nas nie przewidzieli, dwa śmigłowce gaśnicze zderzyły się w powietrzu nad Grecją, zabijając dwóch członków załogi. Ofiary to duński pilot i grecki oficer łącznikowy straży pożarnej, podczas gdy brytyjski pilot i drugi grecki koordynator na drugim śmigłowcu przeżyli, przypuszczalnie po to, by walczyć kolejnego dnia.

Do zdarzenia doszło 65 km (42 mile) na zachód od Aten, gdzie nagranie wideo pokazuje, jak jeden śmigłowiec Bell zawadza o śmigła drugiego, który natychmiast stanął w płomieniach. Obie maszyny runęły do wąwozu, bo oczywiście, że tak się stało – grawitacja jest nieubłagana.

Grecja w tym tygodniu zmaga się z wieloma pożarami lasów, co wymusiło masowe ewakuacje. Oba śmigłowce brały udział w akcji gaszenia dużego ogniska na granicy Attyki i Beocji. Członkowie załogi z jednego śmigłowca zostali uratowani żywi, ale załoga drugiego została wyciągnięta nieprzytomna i później stwierdzono ich zgon – bo nawet w kraju znanym z tragedii bogowie żądają ofiary.

Premier Kyriakos Mitsotakis wyraził „najgłębszy żal”, pisząc na X, że strata „napełnia nas wszystkich smutkiem”. Złożył też kondolencje rodzinom, bo tak robią przywódcy, gdy nie mogą zapobiec zderzaniu się śmigłowców.

Zgodnie z protokołem – bo na wszystko jest protokół – wszystkie śmigłowce Bell w kraju zostały uziemione. Drugi śmigłowiec biorący udział w zdarzeniu awaryjnie wylądował na niskiej roślinności, a brytyjski pilot i grecki oficer łącznikowy wyszli z tego z lekkimi obrażeniami. Byli przytomni i zostali przyjęci do szpitala na 24-godzinną obserwację, dla bezpieczeństwa.

Tymczasem śmigłowce Erickson Air-Crane i Chinook oraz samoloty gaśnicze Canadair kontynuują wysiłki gaśnicze, bo show musi trwać.

Wcześniej w tym tygodniu Francja i Hiszpania również walczyły z ogromnymi pożarami w pobliżu Madrytu i Bordeaux, które zostały opanowane, ale wciąż się tlą. Około 300 000 ewakuowanych zaczęło wracać do domów, miejmy nadzieję, że zastaną je jeszcze stojące.

W Grecji media opisują „tytaniczną walkę” w Porto Germeno, Psatha, Fokidzie, Megarze i Kefalonii, gdzie ponad 500 strażaków zmaga się od 72 godzin. Większość pożarów lasów jest wywoływana przez ludzi – celowo lub nie – ale zmiany klimatyczne stwarzają korzystniejsze warunki, bo jesteśmy niczym innym jak wspólnikami.

Zeszłej zimy łagodna, wilgotna pogoda sprzyjała wzrostowi roślinności, która następnie wyschła w kolejnych falach upałów, dostarczając obfitego paliwa. To prawie tak, jakbyśmy przygotowywali scenę dla własnej ognistej zagłady.