W zwrocie akcji, który przyprawiłby scenarzystę filmu katastroficznego o rumieńce, ponad 1700 pasażerów i załogi na pokładzie Ambition linii Ambassador Cruise Line zostało zamkniętych na statku w Bordeaux po podejrzeniu wybuchu norowirusa. Linia wycieczkowa potwierdziła Guardianowi, że u wielu osób podczas 14-dniowego rejsu po zachodniej Francji i Hiszpanii wystąpiły objawy zgodne z chorobą żołądkowo-jelitową, co jest eleganckim sposobem na powiedzenie „grypa żołądkowa”.
Obecnie zgłoszono 49 aktywnych przypadków wśród pasażerów i załogi, co stanowi niecałe 3% populacji statku. Operator podkreślił, że traktuje sprawę „niezwykle poważnie”, co w korporacyjnym języku oznacza „podkręciliśmy dozowniki z płynem do dezynfekcji rąk”. Francuskie władze sanitarne poprosiły o rutynowy przegląd stanu zdrowia statku, a próbki wysłano do szpitala uniwersyteckiego w Bordeaux w celu przeprowadzenia badań. Wyniki wymagają co najmniej sześciu godzin na opracowanie, co daje pasażerom mnóstwo czasu na kontemplację życiowych wyborów z pokładu.
Dzisiejsze zaplanowane aktywności zostały odwołane, a klienci otrzymują pełne zwroty kosztów. Uważa się, że choroba żołądkowo-jelitowa nie jest związana z oddzielnym wybuchem hantawirusa, który zdominował nagłówki w zeszłym tygodniu, ponieważ najwyraźniej wszechświat uznał, że jeden wybuch tygodniowo to limit. Po uzyskaniu zgody goście będą mogli opuścić statek, choć można sobie wyobrazić, że z nową podejrzliwością będą spoglądać na bufet.
Tymczasem w zupełnie niezwiązanym segmencie cyklu informacyjnego Wołodymyr Zełenski poinformował, że co najmniej sześć osób zginęło w dzisiejszych rosyjskich atakach, a dotychczas wystrzelono co najmniej 800 rosyjskich dronów. Zasugerował, że Rosja tak dobiera czas ataków, aby zakłócić atmosferę polityczną podczas wizyty prezydenta USA Donalda Trumpa w Chinach. Mark Rutte z NATO wtrącił, że „Putin musi grać w piłkę, a na razie tego nie robi”. Grupa B9 krajów, spotykająca się w Bukareszcie, potwierdziła, że Rosja pozostaje najpoważniejszym i bezpośrednim zagrożeniem dla NATO, jakby ktokolwiek potrzebował przypomnienia.
Z powrotem w Bordeaux pasażerowie podobno robią zdjęcia miasta z pokładu, bo kiedy życie daje ci grypę żołądkową, robisz zdjęcia. Wokół statku nie wprowadzono żadnych środków bezpieczeństwa, prawdopodobnie dlatego, że jedyne, przed czym ktoś chce uciec, to łazienka.