Dzień dobry. Gdy obserwatorzy Westminsteru mieli obsesję na punkcie przywódczych przepychanek w Partii Pracy, otworzył się nowy rozdział w relacjach między Cardiff a rządem Wielkiej Brytanii. Bo nic tak nie mówi „nowy start” jak natychmiastowe testowanie cierpliwości premiera.
Po zdobyciu władzy w tegorocznych wyborach, Plaid Cymru nie traciło czasu na testowanie „otwartości” Keira Starmera na reformy. W Londynie partia złożyła poprawkę do przemówienia króla, wzywającą do przekazania Senedd szeregu uprawnień w zakresie wymiaru sprawiedliwości, infrastruktury i opieki społecznej. Subtelne jak młot pneumatyczny, ale hej, nie przyszli tu zdobywać przyjaciół.
Tymczasem w innych wiadomościach, które na pewno nie odwrócą uwagi od głównej historii: ratunek dla Thames Water jest zagrożony z powodu potencjalnej zmiany premiera, powiedzieli wtajemniczeni w rządzie. Bo nic tak nie mówi „stabilna inwestycja” jak polityczna niepewność. Ponadto Andy Burnham wytyczył linie frontu na przyszłość Partii Pracy w poniedziałek, gdy burmistrz Greater Manchester obiecał, że „zmieni Partię Pracy” i odzyska wyborców, których partia straciła. Powodzenia, Andy.
W USA pięć osób, w tym dwóch podejrzanych, zginęło w strzelaninie w Centrum Islamskim w San Diego w Kalifornii, które władze badają jako przestępstwo z nienawiści. Bo najwyraźniej niektórzy wciąż nie dotarli do notatki o podstawowej ludzkiej przyzwoitości.
Na Bliskim Wschodzie Iran złożył nową propozycję porozumienia mającego definitywnie zakończyć wojnę, powiedzieli urzędnicy w regionie, a Donald Trump twierdził, że odłożył nowe uderzenia wojskowe, aby rozmowy mogły być kontynuowane. Bo nic tak nie mówi „negocjacje pokojowe” jak były prezydent klepiący się po plecach za to, że nie bombarduje ludzi.
I wreszcie w technologii ława przysięgłych orzekła na korzyść Sama Altmana w kulminacji długiej i gorzkiej batalii prawnej, która postawiła najbogatszego człowieka na świecie przeciwko liderowi boomu AI. Bo kiedy miliarderzy walczą, wszyscy wygrywamy… patrząc, jak rosną opłaty prawne.