W ruchu, który z pewnością nikogo nie zaskoczy, Partia Zielonych oskarżyła laburzystowski rząd o to, że nie robi wystarczająco dużo w sprawie pogody. Zack Polanski, lider Partii Zielonych, oświadczył, że reakcja laburzystów na tegoroczne fale upałów stanowi 'zaniedbanie obowiązków' i nie mówi tylko o braku darmowych lodów.

Przemawiając w centrum Londynu, Polanski ostrzegł, że zagrożenie dla zdrowia publicznego i dostaw żywności ze strony ekstremalnych upałów jest 'największym zagrożeniem dla tego kraju od czasów drugiej wojny światowej'. Rekordowe temperatury, pożary lasów i susze jasno pokazują, że potrzebne są natychmiastowe działania, powiedział, proponując 'chłodne miejsca' dostępne dla publiczności oraz wsparcie finansowe na docieplenie domów. Bo nic tak nie mówi 'troszczymy się' jak rządowa struktura zacieniająca.

Ale laburzyści odpowiedzieli, oskarżając Zielonych o hipokryzję za wielokrotne sprzeciwianie się nowym zbiornikom wodnym i projektom czystej energii. 'Jeśli Zack Polanski chce walczyć z kryzysem klimatycznym, powinien zacząć od powiedzenia swoim kolegom z Partii Zielonych, że czyny mówią głośniej niż słowa' – powiedział rzecznik laburzystów, prawdopodobnie machając sobie raportem o farmach słonecznych.

Polanski wezwał także Andy'ego Burnhama, który wszedł do Downing Street dwa tygodnie temu (tak, tego Andy'ego Burnhama), aby wykazał się większą pilnością i zwołał nadzwyczajne posiedzenie sztabu kryzysowego (Cobra) w tej sprawie. Skrytykował rząd za 'udawanie, że nic się nie dzieje', co jest śmiałym twierdzeniem, biorąc pod uwagę, że kraj dosłownie płonie.

Wśród natychmiastowych żądań Polanskiego: darmowe 'chłodne miejsca' w każdej okolicy, zablokowanie nowych licencji na wiercenia ropy i gazu, wycofanie się z pól Rosebank i Jackdaw w Szkocji oraz nowa strategia przeciwpożarowa obejmująca 'helikoptery gaśnicze tam, gdzie są potrzebne'. Odnowił również swój apel o renacjonalizację sektora wodnego w Anglii w celu zwiększenia inwestycji w zbiorniki, argumentując, że przyszłe susze uzasadniają własność publiczną.

Laburzyści jednak wskazali, że Zieloni 'wielokrotnie sprzeciwiali się planom nowych zbiorników i projektów czystej energii' na szczeblu lokalnym, przytaczając radnych Zielonych wzywających do publicznego dochodzenia w sprawie mega-zbiornika w Oxfordshire oraz sprzeciw wobec farm słonecznych w Norfolk. To prawie tak, jakby chcieli rozwiązać problem bez budowania czegokolwiek.

Burnham ze swojej strony wyraził poparcie dla większej 'publicznej kontroli' nad sektorem wodnym, ale nie posunął się do pełnej renacjonalizacji. Zaproponował model podobny do sieci autobusowej w Greater Manchester, gdzie prywatni operatorzy składają oferty na prowadzenie usług pod kontrolą władz lokalnych. Co to oznaczałoby dla wody, pozostaje równie jasne jak błoto.

Gdy Wielka Brytania dusi się w kolejnym rekordowym lecie, a rolnicy ostrzegają przed niedoborami żywności, a pożary lasów szaleją w całej Europie, jedno jest pewne: debata na temat radzenia sobie z upałem dopiero się rozkręca.