W 1975 roku, gdy wojna w Wietnamie dobiegała końca (wiecie, ta, która na pewno dobrze się skończyła dla wszystkich zaangażowanych), rząd australijski, w ramach amerykańskiej operacji Babylift, ogłosił apel do rodzin o adopcję tysięcy osieroconych dzieci ewakuowanych z kraju. Rodzice naszej bohaterki, widząc ogłoszenie w lokalnej gazecie, pomyśleli: „Jasne, zróbmy to”. I tak rozpoczęła się opowieść, która ujawni swój zwrot akcji dopiero po prawie pięciu dekadach.

Dziecko, które później miało nosić imię Le Thi Ha, przybyło do Adelajdy w kwietniu, tak maleńkie, że przyjechało w pudełku po butach, z wciąż przyczepioną pępowiną. W papierach widniała styczniowa data urodzenia, ale chaos ewakuacji sprawił, że nikt nie mógł niczego zweryfikować. Jej rodzice rozwiedli się, gdy miała dwa lata, ale miała szczęśliwe dzieciństwo ze starszą siostrą, trzema braćmi i rodzicami, którzy ją kochali. Jako nastolatka spotykała się z obelgami na tle rasowym i próbowała ukryć swoje azjatyckie pochodzenie za pomocą tatuaży i farbowania włosów, bo to całkiem zdrowy mechanizm radzenia sobie.

W 1995 roku narodziny córki Jade zmieniły wszystko. Po raz pierwszy miała biologiczną więź i godzinami wpatrywała się w dziecko, myśląc: „Do kogo jestem podobna?”. To pytanie nie dawało jej spokoju, gdy rodziła kolejne dzieci. W 2004 roku wraz z mamą odwiedziła Wietnam, gdzie otaczały ją osoby podobne do niej, co wywoływało naprzemiennie radość i depresję. W 2015 roku, podczas zjazdu ewakuowanych w ramach operacji Babylift w Wietnamie, zrobiła test DNA, mając nadzieję na znalezienie krewnych. Znalazła 12 kuzynów, ale nie byli zainteresowani kontaktem. Niegrzecznie.

Na początku 2024 roku producentka programu telewizyjnego o imieniu Claire wysłała jej nowy test DNA, ale program stracił finansowanie. W lipcu poprosiła córkę Brooklyn o sprawdzenie wyników. Brooklyn powiedziała: „Mamo, masz brata”. Imię „Glenn” i etykieta „brat” pojawiły się na ekranie. Nasza bohaterka zaczęła się kołysać w przód i w tył, krzycząc „O mój Boże”. Znalazła Glenna na Facebooku i zobaczyła twarz tak podobną do swojej, że zabrakło jej słów. Post o jego urodzinach ujawnił, że urodził się w kwietniu – w tym samym miesiącu, w którym przybyła do Australii jako noworodek. Nie był tylko jej bratem; był jej bliźniakiem. W tym miejscu w tle powinna zabrzmieć dramatyczna muzyka.

Pytania się mnożyły: Jak zostali rozdzieleni? Dlaczego? Jak to możliwe, że ma 49 lat i odkrywa bliźniaka, który mieszka 2,5 godziny lotu stąd, w Brisbane? Claire zaproponowała, że się skontaktuje, a oczekiwanie było męczące. W listopadzie w końcu zadzwonił, a oni rozmawiali przez dwie i pół godziny. Miała przyjemność przekazać mu nowinę, że są bliźniakami. Dwa miesiące później pojechała się z nim spotkać, a oni padli sobie w ramiona, szlochając. Dzielili łono matki i w końcu się odnaleźli. Przez dwa dni nie mogła oderwać wzroku od Glenna, dotykała go, by upewnić się, że jest prawdziwy. Ale z upływem tygodni ich kontakt osłabł, choć jego żona zapewniała ją, że po prostu to przetwarza.

Jest zła, że nikt nie wziął odpowiedzialności za rozdzielenie ich z rodzicami. Nauczyła się, że zjazdy nie zawsze prowadzą do idealnego „żyli długo i szczęśliwie”, ale odkryła też własną siłę. W zeszłym roku przemawiała w Departamencie Spraw Wewnętrznych z okazji Tygodnia Uchodźców, dzieląc się swoją historią. Chce, aby inni adoptowani wiedzieli, że są ważni. Wszyscy zasługujemy na to, by zostać wysłuchani, nawet jeśli odkrycie, kim jesteśmy, zajmuje 49 lat i wymaga testu DNA.