Trzech greckich strażaków zginęło podczas walki z pożarami na Krecie i na Peloponezie, co po raz kolejny udowadnia, że walka ogniem z ogniem nie jest dosłowną sugestią. Na Krecie wichury o sile huraganu rozwścieczyły płomienie, zmuszając do ewakuacji kilku wiosek. Dwóch strażaków zginęło, gdy ogień przetoczył się przez region Rethymno na zachodzie wyspy. Trzeci strażak został znaleziony nieprzytomny w pobliżu portowego miasteczka Gytheio na południowym Peloponezie i później zmarł.

Tymczasem czwarta fala upałów tego lata spadła na Hiszpanię i Francję, bo najwyraźniej trzy to za mało. Strażacy desperacko próbują zapobiec wznowieniu dużych pożarów, które dopiero co udało się opanować. Świadkowie mówią, że na Krecie wybuchło kilka pożarów, które szybko się rozprzestrzeniły, a najgorszy front ogniowy sięgał 15 km. Mieszkańcy i turyści zostali ewakuowani z Krya Vrysi, górskiej wioski, gdzie zginęło dwóch strażaków. „Wiatr jest niewiarygodny – czasem nie można ustać. Płomienie były ogromne, to było naprawdę przerażające” – powiedziała Reuterowi mieszkanka Chrissa Gioukaki, prawdopodobnie rozważając swoje życiowe wybory.

Pożary wybuchły także w innych częściach Grecji, na wyspach Paros i Lesbos na Morzu Egejskim oraz w południowym miasteczku Trifylia na stałym lądzie. W południowej Turcji trzeba było zamknąć główną autostradę łączącą Fethiye i Antalyę oraz ewakuować część szpitala z powodu pożaru w prowincji Muğla.

W Hiszpanii premier Pedro Sánchez ostrzegł, że kolejne 12 godzin będzie „decydujące” w gaszeniu pożaru w pobliżu Madrytu. „Sprawy postępują pomyślnie, z maksymalną ostrożnością” – powiedział dziennikarzom, z powodu wyższych temperatur, niższej wilgotności i ryzyka podmuchów wiatru – czyli wszystkiego, co sprawia, że ogień mówi „dzięki, ja to wezmę stąd”. Ponad 43 000 hektarów już spłonęło w Burgohondo w prowincji Ávila, 150 km na zachód od Madrytu. Jest to obecnie największy odnotowany pożar w historii Hiszpanii. W sumie w tym roku w Hiszpanii spłonęło ponad 207 000 hektarów ziemi.

Jeden z członków zespołu kierującego akcją gaśniczą, Francisco Bolaños, powiedział, że choć ogień nie „przesunął się ani o centymetr w nocy”, istnieją obawy, że może się ponownie rozpalić z powodu wyższych temperatur, a celem jest ustabilizowanie obwodu o długości 180 km. Władze pozwoliły tysiącom ludzi wrócić do domów po zniesieniu ograniczeń w rejonach Toledo, Madrytu, Ávili i Castellón. Tylko w regionie Madrytu 24 000 osób może wrócić, a blokady dla kolejnych 20 000 zostały zniesione. Wśród wracających było około 1000 mieszkańców miast Navas del Rey i Chapinería na zachód od Madrytu, którzy przebywali w Leganés, mieście na południowo-zachodnich obrzeżach stolicy.

Burmistrz Chapineríi, Lucía Moya, powiedziała Telemadrid, że konsekwencje dla miasta są bardzo poważne i że „wielu mieszkańców straciło domy i pracę. Powrót na właściwe tory będzie żmudnym zadaniem”. Wielu z 2000 osób zmuszonych do ucieczki przed pożarami w pobliskiej dolinie Tiétar było pod opieką wolontariuszy w mieście Talavera de la Reina, na południe od pożaru. Jednak około 300 ewakuowanych pozostało w środę rano, a burmistrz José Julián Gregorio powiedział Europa Press, że otrzymają „taki sam poziom opieki jak pierwszego dnia”. Jeden pożar pozostaje niekontrolowany, w Vall d'Uixó na północny zachód od Walencji.

Zmiany klimatu podnoszą temperatury na całym świecie, a Europa jest najszybciej ocieplającym się kontynentem, nagrzewając się dwa razy szybciej niż średnia globalna, według Copernicus Climate Change Service. Powoduje to zwiększone letnie fale upałów, większe obciążenie europejskich zasobów wodnych i intensywniejsze pożary – na wypadek, gdybyś potrzebował przypomnienia, że robimy to sobie sami.