Dorota miała rację. W "Czarnoksiężniku z Krainy Oz" porzuca Szmaragdowe Miasto na rzecz farmy w Kansas, przypominając nam, że dom jest tam, gdzie serce – ale dopiero po przyzwoitej przygodzie gdzie indziej. Dla autorów, zwłaszcza kobiet, pisanie o życiu domowym od dawna było aktem politycznym, często ściągającym ogień za upublicznianie prywatności. Rachel Cusk spotkała się z taką nienawiścią za swój pamiętnik macierzyństwa "A Life's Work", że żałowała jego napisania, a jej pamiętnik rozwodowy "Aftermath" też nie był spacerkiem. Fikcja oferuje bezpieczniejszy grunt: "Kroniki Cazaletów" Elizabeth Jane Howard, oparte na własnej rodzinie, zdobyły uwielbienie, osadzając historię 50 lat w przeszłości, gdzie kurz już opadł. Urok serii tkwi w hymnopodobnej uwadze poświęconej zarządzaniu domem – domowej epopei, w której Domostwo przetrwa dekady chaosu.

Yvvette Edwards w "Good Good Loving" sprytnie operuje czasem, cofając się od łoża śmierci, by pokazać, jak role zmieniają się na przestrzeni pokoleń, jak odklejanie tapety. Ale co z powieściami osadzonymi w teraźniejszości? "Ducks, Newburyport" Lucy Ellmann to 1000-stronicowy ultramaraton z pytaniem, z gospodynią domową z Ohio, która robi ciasta i rozmyśla o wszystkim, od Trumpa po topniejące lody. Książka zamienia domową nudę w filozoficzne poszukiwanie: kobieta kratkująca ciasto mierzy się z istnieniem.

Ostatnia globalna niestabilność sprawiła, że pytanie "jak żyć?" stało się pilniejsze. "Perfection" Vincenza Latronico wyśmiewa estetykę milenialsów, gdy Tom i Anna podnajmują swoje berlińskie mieszkanie za dodatkową gotówkę, zamieniając dom w źródło dochodu. Dążenie do perfekcji jest puste, a prawdziwe życie – brudne i niewygodne – zawsze się wdziera. "The Anthropologists" Ayşegül Savaş śledzi młodą parę tworzącą domowe życie w obcym mieście, zmagającą się z tym, ile ze swoich kultur zachować. Savaş widzi sacrum w banalności: to, jak spędzamy niedziele czy pijemy kawę, kształtuje nasz cel.

"All Fours" Mirandy July wylądowało w 2024 roku jako dzikie, łamiące tabu badanie granic domowości. Jej narratorka czuje się winna wszystkiego, porównując powrót do domu po pracy do Buzza Aldrina wyładowującego zmywarkę po księżycowym spacerze. July zamienia walkę o równowagę między kreatywnością a domowością w epicką podróż, pozostawiając czytelników oszołomionych w ich kuchniach. Dla mnie było to dowodem, że powieść domowa może być tak żywa jak każda przygoda. Dom, gdzie jesteśmy naszymi najbardziej intymnymi jaźniami, jest wystarczająco potężny, by wypełnić tysiąc stron.