Jeśli myślałeś, że mieszkanie w przyczepie konnej na farmie, bo nie stać cię na czynsz, to kreatywne rozwiązanie, rada hrabstwa Cornwall ma do ciebie sprawę – najlepiej z nakazem egzekucji planu zagospodarowania.

Rada hrabstwa Cornwall niedawno chwaliła się, że jest w pierwszej piątce angielskich władz w zwalczaniu naruszeń planu, a połowa tych nakazów dotyczy przyczep zaparkowanych na polach rolniczych. To trochę jak bycie dumnym z bycia najlepszym w kopaniu leżących, ale mniejsza z tym.

Weźmy Dawn, 59-letnią byłą pracownicę opieki, która teraz sprząta domy wakacyjne – bo ironia w Cornwall ma się dobrze. Od trzech lat mieszka w przyczepie konnej na farmie, co nazywała „spokojnym domem”. Ale rada zrobiła zdjęcia z drona (bo czemu nie wydać pieniędzy podatników na inwigilację bezbronnych ludzi?), a teraz jest eksmitowana. „To był taki szok” – powiedziała, zapewne pakując swój wilgotny, spleśniały dom.

Gospodarka Cornwall opiera się na 4 milionach turystów rocznie, co jest świetne, jeśli jesteś wynajmującym z jednym z szacowanych 24 000 Airbnb lub domów wakacyjnych. Nie tak świetnie, jeśli jesteś jednym z 23 000 osób na liście oczekujących na mieszkania socjalne, albo jeśli jesteś Dawn, która straciła dom 13 lat temu, gdy odszedł partner i nie mogła spłacać kredytu hipotecznego. Spędziła dekadę, przenosząc się z kempingu na parking, czując się niebezpiecznie, a teraz znów stoi w obliczu bezdomności.

Tymczasem na farmie Potters Farm w Halvasso 75-letnia Sue Nicholls daje dach nad głową 35 osobom, które inaczej byłyby bezdomne – w tym mężczyźnie, który przez trzy miesiące mieszkał pod mostem. Rada prowadzi dochodzenie przeciwko niej od roku za prowadzenie bez licencji, mimo że najwyraźniej wiedziała o jej działalności, a nawet kierowała do niej bezdomnych za pośrednictwem organizacji charytatywnej St Petrocs. Nicholls wydała oszczędności na składanie indywidualnych wniosków o pozwolenie na budowę dla każdej przyczepy, ale mieszkańcy wciąż stoją w obliczu możliwej eksmisji. „Gdzie oni pójdą?” – zapytała, na co rada zdaje się nie mieć odpowiedzi.

Rzecznik rady wygłosił zwykłe biurokratyczne frazesy o tym, że przepisy planistyczne istnieją z jakiegoś powodu, ale przyznał, że w sprawie Potters Farm są „wrażliwe kwestie”. Wrażliwe, rzeczywiście – jak mina lądowa bezdomności, która zaraz wybuchnie.