Rada Praw Człowieka ONZ dostała w poniedziałek rano dawkę déjà vu, gdy Volker Türk, najwyższy urzędnik ONZ ds. praw człowieka, po raz kolejny błagał o zakończenie wojny w Sudanie. Bo najwyraźniej czwarty rok konfliktu nie był wystarczającą wskazówką.

Przemawiając przed Radą w Genewie, Türk przewodził chórowi potępień przeciwko atakom na cywilów w miejscach, które wydawałoby się, że powinny być nietykalne: na targowiskach, w szpitalach i na stacjach benzynowych. Ale w Sudanie Sudańskie Siły Zbrojne (SAF) i Siły Szybkiego Wsparcia (RSF) zamieniły te codzienne miejsca w strefy walk.

Liczby są oszałamiające: ponad sześć milionów osób przesiedlonych wewnętrznie, a kolejne 4,5 miliona zmuszonych do ucieczki za granicę. To mnóstwo ludzi, którzy woleliby być gdziekolwiek indziej. Türk ostrzegł, że sytuacja w Kordofanie, Nilu Błękitnym oraz Darfurze Północnym i Zachodnim pogarsza się, a cywile są w "bezpośrednim" niebezpieczeństwie. Wezwał do natychmiastowego zawieszenia broni, zaprzestania obcej ingerencji i powrotu do inkluzywnego rządu cywilnego. No wiecie, standard.

Ale czekajcie, jest więcej. Nowy raport Misji Badawczej ds. Sudanu, grupy niezależnych śledczych, którzy pracują za darmo (bo najwyraźniej tylko w ten sposób można uzyskać bezstronne raporty), wykazał, że obie strony używają teraz dronów dalekiego zasięgu. Bo po co walczyć na ziemi, skoro można zsyłać śmierć z góry?

Mohamed Othman, przewodniczący misji, przedstawił ponury obraz: drony zabijały cywilów w ich domach, szkołach, szpitalach, na targowiskach, a nawet na weselach i pogrzebach. W Al-Ubajjid ataki dronów RSF sparaliżowały infrastrukturę wodną i energetyczną, czyniąc życie jeszcze bardziej nędznym dla ludzi pod częściowym oblężeniem.

Raport jest równorzędnym aktem oskarżenia: zarówno SAF, jak i RSF dopuściły się ataków, które "mogą stanowić zbrodnie wojenne". Konkretne incydenty obejmują uderzenia dronów RSF na przedszkole i szpital w Kalogie, w których zginęło 114 osób, w tym 60 dzieci, oraz ataki SAF na Szpital Nauczający w Ad-Da'in, w których zginęło co najmniej 70 osób. Bo nic tak nie mówi "jesteśmy tymi dobrymi", jak bombardowanie szpitala.

Tymczasem w Chartumie Światowa Organizacja Zdrowia poinformowała, że trzy główne szpitale - Szpital Nauczający w Chartumie, Okulistyczny i Stomatologiczny - zostały zredukowane do ruin. Sale operacyjne zniszczone, sprzęt do obrazowania zniknął, oddziały się zawaliły. Dr Abdinasir Abubakar z WHO zauważył, że personel nadal próbuje leczyć pacjentów w tych częściach budynków, które pozostały użyteczne. Proszą o pomoc w naprawie "ogromnych" zniszczeń, ale bądźmy szczerzy: jedyną rzeczą, która to naprawi, jest zawieszenie broni.

Więc podsumowując: wojna jest zła, drony są gorsze, a dzieci umierają. ONZ wciąż grzecznie prosi. Przywódcy Sudanu nadal nie słuchają. Bądźcie czujni na rok piąty.