Ford Falcon GT z 1971 roku, jeden z najbardziej kultowych australijskich muscle carów, został rozerwany na pół na Henry Lawson Drive w pobliżu mostu Salt Pan Creek w południowo-zachodnim Sydney. Służby ratunkowe spodziewały się ofiar śmiertelnych. Zamiast tego znaleziono ocalałych z jedynie otarciami i siniakami. Oparcie fotela kierowcy zostało urwane. Tylna część samochodu była całkowicie oddzielona. A jednak pasażerowie uszli z życiem.

Wstępne doniesienia wskazują, że Falcon najpierw uderzył w inny pojazd, przeciął pas zieleni i wjechał na nadjeżdżające auto. Sekwencja wydarzeń szybko eskalowała. Uszkodzenia były katastrofalne. Ale tu jest haczyk: samochody z wczesnych lat 70. brakuje nowoczesnych stref zgniotu, poduszek powietrznych i wzmocnionych struktur bezpieczeństwa. Były zbudowane dla surowej wydajności, a nie przeżywalności w wypadkach. Fakt, że ktokolwiek wyszedł z tego cało, jest prawie niemożliwy.

Dla entuzjastów strata jest emocjonalna. Ford Falcon GT to symbol australijskiej dumy produkcyjnej i osiągów V8, z wartościami sięgającymi sześciu cyfr. Ale tak brutalny jak ten wrak, podkreśla gorzką prawdę: nowoczesna inżynieria poświęca samochód, by uratować osobę w środku. Cienka granica między tragedią a przetrwaniem tutaj jest przypomnieniem, że klasyczne samochody, mimo całego swojego uroku, mają ograniczenia, które nowoczesne pojazdy przez pokolenia inżynierii eliminowały.