Keir Starmer najwyraźniej uniknął kuli natychmiastowego wyzwania przywódczego, choć broń nigdy nie była w pełni naładowana. Po dniu pełnym dramatu, w którym czterech ministrów – w tym Jess Phillips, Miatta Fahnbulleh i Zubir Ahmed – zrezygnowało i wezwało go do ustąpienia, premier najwyraźniej odparł zagrożenie ze strony ministra zdrowia Wesa Streetinga, który powszechnie oczekiwano, że wystartuje, ale najwyraźniej nie miał poparcia.

Streeting ma spotkać się ze Starmerem w środę rano i oczekuje się, że po spotkaniu zachowa swoje myśli dla siebie, aby nie odwracać uwagi od przemówienia króla – bo nic tak nie mówi „stabilny rząd” jak monarcha czytający przemówienie, podczas gdy twoja partia potajemnie knuje twój upadek. Źródła z Downing Street sugerują, że Streeting może wycofać się z polityki krawędziowej, a jeden lojalny minister z gabinetu powiedział Guardianowi: „Po tym wszystkim wygląda na to, że Wes może jednak nie mieć liczb. Jestem zadowolony i wściekły jednocześnie.”

Tymczasem wicepremier David Lammy wezwał zbuntowanych posłów do odstąpienia, ostrzegając, że ryzykują korzyścią dla Nigela Farge i Reform – bo nic tak nie jednoczy partii jak wspólny strach przed rywalem. A w ruchu sugerującym, że kryzys przywódczy nie jest całkowicie rozwiązany, Ed Miliband był podobno gotowy sam kandydować na lidera, gdyby Streeting to zrobił, co dowodzi, że konkursy przywódcze Partii Pracy są jak autobusy: czekasz wieki, a potem kilka prawie się pojawia.

Po stronie pro-Starmera ponad 100 posłów podpisało list stwierdzający, że „nie czas na konkurs przywódczy” – choć niektórzy, jak posłanka Rupa Huq, byli zaskoczeni, widząc swoje nazwiska na liście, nazywając ten ruch „niezbyt uprzejmym”. Zestawienie LabourList pokazuje, że 88 posłów wezwało Starmera do odejścia, co oznacza, że obozy pro i anty są prawie na równi, co jest politycznym odpowiednikiem remisu wyborczego, w którym wszyscy przegrywają.

List rezygnacyjny Jess Phillips był szczególnie zjadliwy, skupiając się na braku działania Starmera w sprawie blokowania obrazów wykorzystywania dzieci na telefonach – polityki, która według niej leży na jego biurku od miesięcy. Działacze na rzecz bezpieczeństwa w internecie powtórzyli jej frustrację, dodając, że brak przywództwa Starmera w tej kwestii był rażący. Tymczasem Donald Trump wtrącił się z Białego Domu, doradzając Starmerowi, aby „otworzył swoją ropę na Morzu Północnym” i przestał „wmawiać krajowi wiatraki” – bo nic tak nie mówi „pomocna zagraniczna rada” jak człowiek, który kiedyś sugerował wstrzykiwanie wybielacza.

Pałac Buckingham ze swojej strony podobno zapytał, czy król Karol powinien kontynuować uroczyste otwarcie parlamentu zgodnie z planem, biorąc pod uwagę polityczny chaos. Pałac został zapewniony, że jest to konstytucyjnie poprawne, ale przyznał, że ceremonia byłaby niezręczna dla monarchy. Rozumie się, że król wypełni swoje obowiązki, ale wolałby, aby politycy uporządkowali swój bałagan bez wciągania go – sentyment podzielany przez większość kraju.