W posunięciu, które wzbudziło zdziwienie od Arizony po Pentagon, senator Mark Kelly, demokrata i emerytowany oficer marynarki, skrytykował doniesienia, że marynarka wojenna rozważa nazwanie lotniskowca imieniem Donalda Trumpa zamiast bohatera II wojny światowej, Doris Miller. Komentarze Kelly'ego pojawiły się, gdy marynarka rozważa zmianę nazwy okrętu, który pierwotnie miał honorować Millera, czarnego bohatera wojennego, który służył z wyróżnieniem podczas ataku na Pearl Harbor.

Tymczasem w osobnym, ale równie zastanawiającym wydarzeniu, senator Tim Sheehy, republikanin z Montany i hodowca bydła, publicznie sprzeciwił się planowi ogłoszonemu przez Trumpa dotyczącemu zwiększenia importu mielonej wołowiny. Sheehy napisał na X, wyrażając swoje rozczarowanie, zauważając, że przez rok doradzał prezydentowi przeciwko temu, ponieważ amerykańscy hodowcy od dziesięcioleci zmagają się z monopolem pakowaczy. „Serce prezydenta jest we właściwym miejscu, jeśli chodzi o chęć obniżenia cen dla Amerykanów” – napisał Sheehy – „ale rzeczywistość jest taka, że to działanie utrudni amerykańskim hodowcom odbudowę naszego stada i obniżenie cen”. Dodał, z nutą politycznej ironii, że większość tych hodowców to „republikanie MAGA”.

Plan Trumpa, ogłoszony na Truth Social, pozwoliłby na import 300 000 ton metrycznych wołowiny bez ceł przez najbliższe 90 dni, która miałaby być sprzedawana jako mięso mielone z 25-procentowym rabatem w stosunku do obecnych cen. Prezydent przedstawił to jako środek mający na celu obniżenie cen „w miarę jak pracujemy nad odbudową stada i pomocą naszym hodowcom”. Biorąc pod uwagę, że amerykańskie stado bydła mięsnego jest blisko historycznych minimów, a ceny wołowiny gwałtownie wzrosły, a średnia cena mielonej wołowiny osiągnęła 7,12 dolara za funt (wzrost o 9,4 procent rok do roku, według Biura Statystyki Pracy), można by pomyśleć, że ten gest zostanie przyjęty z zadowoleniem. Ale Sheehy, i najwyraźniej hodowcy, których reprezentuje, widzą to jako policzek.

Kelly ze swojej strony nie owijał w bawełnę: „To policzek dla każdego bohatera wojennego i każdego żołnierza, który nosił mundur. To niepojęte, że prezydent chce swojego nazwiska na okręcie marynarki, podczas gdy nasze siły zbrojne żyją w pogarszających się warunkach na pokładzie USS Abraham Lincoln”. Kontynuował, zauważając, że miliony czarnych kobiet i mężczyzn służyło w wojsku, broniąc wolności, które często nie były im dane, a Trump „kpi z tego dziedzictwa, traktując służbę wojskową jako kolejną okazję do osobistego brandingu”. Kelly podsumował: „Nasi dzielni żołnierze podpisali się, aby bronić narodu, a nie kruchego ego jednego człowieka. Ameryka zasługuje na coś lepszego”.

Rzeczywiście, można powiedzieć, że nazwanie okrętu imieniem prezydenta, który tego chce, jest trochę jak nazwanie szpitala imieniem zarazy – to wybór, ale może nie najmądrzejszy.