Aryna Sabalenka rzuciła granat w świat tenisa, sugerując, że najlepsi zawodnicy mogą po prostu powiedzieć "nie, dziękuję" turniejom wielkoszlemowym, chyba że zaczną dostawać większy kawałek tortu przychodów. Mówiąc na Italian Open z nonszalancją kogoś, kto nie ma nic do stracenia poza kilkoma milionami dolarów, Sabalenka oświadczyła, że bojkot jest nieunikniony. "Myślę, że w pewnym momencie go zbojkotujemy, tak" – powiedziała, dodając, że to "jedyny sposób, by walczyć o swoje prawa".

Jej komentarze następują po skoordynowanym oświadczeniu 20 najlepszych zawodników i zawodniczek krytykującym wysokość nagród pieniężnych na nadchodzącym French Open. Sabalenka, która najwyraźniej uważa, że to zawodnicy są główną atrakcją, argumentowała, że bez nich turnieje byłyby tylko pustymi kortami i przepłaconymi truskawkami. "Zdecydowanie, gdy widzisz liczbę i widzisz kwotę, którą zawodnicy otrzymują... Czuję, że show jest na nas" – powiedziała, wzywając do sprawiedliwszego podziału. Grupa zawodników od roku wysyła podpisane listy i publiczne oświadczenia do Australian Open, French Open, Wimbledonu i US Open, domagając się lepszego podziału przychodów i wpłat na fundusze socjalne, takie jak inicjatywy emerytalne ATP i WTA.

Iga Świątek, zawsze dyplomatka, przedstawiła bardziej wyważone stanowisko, wzywając do "właściwej komunikacji i dyskusji" przed Roland Garros. Przyznała, że bojkot wydaje się "nieco ekstremalny", ale zauważyła, że ostatnie dramaty pozakortowe zjednoczyły czołowe tenisistki. Sabalenka jest jednak zaangażowana w pełni, przewidując, że zawodnicy się zjednoczą: "Czuję, że w dzisiejszych czasach my, dziewczyny, możemy łatwo się zebrać i pójść na to, ponieważ niektóre rzeczy są, jak czuję, naprawdę niesprawiedliwe wobec zawodników".