Przez większość drugiej kadencji Donalda Trumpa, republikańscy kongresmani byli mniej więcej tak zbuntowani jak dobrze wyszkolony labrador. Ale wraz ze zbliżającymi się listopadowymi wyborami śródokresowymi i notowaniami popularności spadającymi do poziomu odpływu, zaskakująca liczba republikańskich prawodawców nagle odkrywa coś, czego nie czuli od lat: kręgosłup.
Zarówno w Senacie, jak i w Izbie Reprezentantów, małe grupki Republikanów zaczęły łączyć siły z Demokratami w sprawie środków, które wymagałyby od Trumpa uzyskania zgody Kongresu przed kontynuowaniem działań militarnych przeciwko Iranowi. Inni w Izbie pomogli przeforsować dodatkową pomoc dla Ukrainy i ochronę dla deportowanych Haitańczyków. Tymczasem w Senacie kandydat Trumpa na dyrektora wywiadu narodowego, Bill Pulte, spotyka się z przyjęciem chłodniejszym niż styczeń w Minnesocie.
Demokraci z radością nazywają to rozpadem większości republikańskiej, ale prawda może być mniej szlachetna. Ponieważ społeczeństwo jest zmęczone chaosem administracji, te akty buntu mogą wynikać mniej z sumienia, a bardziej z chęci utrzymania miejsc - klasyczny przypadek wyczucia politycznej kawy, zanim cię poparzy.