Bryan Johnson, człowiek, który słynnie chce żyć wiecznie, ma nieuleczalną chorobę autoimmunologiczną. Najsłynniejszy biohacker internetu ogłosił 30 czerwca, że ma autoimmunologiczne zapalenie żołądka (AIG), w którym jego układ odpornościowy atakuje komórki produkujące kwas żołądkowy. Wywołało to falę współczucia - i falę schadenfreude ze strony influencerów wellness, którzy są aż zbyt szczęśliwi, by powiedzieć 'a nie mówiłem'.

'To jest facet, który wydaje 2 miliony dolarów rocznie na biohacking w drodze do nieśmiertelności' - mówi influencerka organicbunny w rolce na Instagramie, spekulując, że botoks i leki GLP-1 Johnsona spowodowały jego diagnozę - na podstawie wybiórczych badań i zerowej wiedzy o jego zdrowiu. Inni tiktokerzy teoretyzują, że jego nadmierna czujność wytrenowała układ nerwowy, by widział wszystko jako zagrożenie, albo że jego roślinna dieta i ochrona przed słońcem przyniosły odwrotny skutek. Ironia jest tak gęsta, że można ją posmarować na toście.

Johnson, przewidywalnie, ma własną teorię: obwinia słodkie płatki śniadaniowe z młodości. Bo po co pozwolić, by taka drobnostka jak choroba autoimmunologiczna przeszkodziła ci w byciu głównym bohaterem własnego dramatu o długowieczności? Już ogłosił plany sekwencjonowania 1 miliona swoich komórek odpornościowych, by znaleźć lekarstwo. Nieironicznie kocham to dla niego - choć myślę, że mówię w imieniu większości internetu, gdy mówię, że moglibyśmy obejść się bez aktualizacji o mikrobiomie pochwy jego i jego dziewczyny.

Ale pod schadenfreude kryje się historia, z którą można się utożsamić. Podróż Johnsona do diagnozy trwała lata, a lekarze wzruszali ramionami na jego niski poziom żelaza, bo nie pasował do kryteriów anemii. Dopiero biopsja ujawniła AIG. Każdy z chorobą przewlekłą zna tę desperacką pogoń za odpowiedziami - egzystencjalny lęk, że coś jest nie tak, a nikt nie potrafi powiedzieć dlaczego. Sam przez to przechodziłem z własnymi problemami zdrowotnymi.

Celem narzędzi zdrowotnych, od urządzeń noszonych po suplementy, jest odzyskanie równowagi. Ale równowaga nie polega na optymalizacji każdego biomarkera do granic możliwości. To wiedza, kiedy zjeść tort urodzinowy, a kiedy pójść na spacer na bąki. To akceptacja, że wszyscy boimy się śmierci, ale radosne życie oznacza porzucenie iluzji, że możemy kontrolować śmierć. Bryan Johnson może tego nie rozumieć - ale przynajmniej dostarcza nam wszystkim doskonałej treści.