W oszałamiającym pokazie odpowiedzialności, który zajął tylko 30 lat, holenderski sąd skazał 66-letniego Holendra pochodzenia rwandyjskiego, identyfikowanego tylko jako Eugene N, na dożywocie za jego rolę w ludobójstwie w Rwandzie w 1994 roku. Sędzia, prawdopodobnie z kamienną twarzą, oświadczył, że N działał z "zamiarem ludobójczym" – to sformułowanie naprawdę powinno było być czerwoną flagą już wtedy.

N został uznany winnym zbrodni wojennych i ludobójstwa, w tym uroczego wybryku, jakim było wrzucenie granatu ręcznego w tłum Tutsi szukających schronienia na stadionie piłkarskim. Bo nic tak nie mówi "duch sportu" jak żywy ładunek wybuchowy. Sąd w Hadze usłyszał, że N, lokalny administrator w Mbazi w południowej Rwandzie, nadzorował około 1000 osób i był "wysoko ceniony" – co tylko pokazuje, że wysoki szacunek nie zawsze idzie w parze z wysokimi standardami moralnymi.

Na stadionie N polecił Hutu, aby uniemożliwili jakiemukolwiek Tutsi ucieczkę. Ci uwięzieni w środku byli obrzucani kamieniami, ostrzeliwani i rzucano w nich granatami. Ocalałych następnie dobijano pałkami i maczetami. To rodzaj skrupulatności, jakiej można oczekiwać od kierownika kontroli jakości, z tą różnicą, że produktem były ludzkie życia.

Rwanda wnioskowała o ekstradycję N już w 2014 roku, ale Holandia, zawsze niezależna w myśleniu, postanowiła przeprowadzić własne śledztwo. To śledztwo, które rozpoczęło się w 2020 roku, obejmowało przesłuchania ponad 30 świadków, a zakończyło się aresztowaniem N w 2024 roku. Bo sprawiedliwość opóźniona to sprawiedliwość odmówiona, tylko z większą ilością papierkowej roboty.

N zaprzeczył wszystkim zarzutom, twierdząc, że był ofiarą, która straciła rodzinę w "tych strasznych wydarzeniach". Jego prawnicy opisali go jako "złamanego człowieka", którego rany zostały ponownie otwarte – bo nic tak nie mówi "trauma" jak oskarżenie o ludobójstwo. Domagali się uniewinnienia od wszystkich zarzutów, ale sąd uniewinnił go tylko od podżegania do ludobójstwa, co jest jak uniewinnienie od bycia dupkiem przy skazaniu za bycie masowym mordercą.

W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził: "Tylko kara dożywotniego pozbawienia wolności czyni zadość ogromnemu cierpieniu, jakie zostało zadane ofiarom i rodzinom pogrążonym w żałobie". To sentyment, który mógł być bardziej na czasie 30 lat temu, ale lepiej późno niż wcale.

Zespół obrony N zapowiedział, że "niemal na pewno" złoży apelację, bo w świecie obrony karnej zawsze jest szansa, że przedawnienie nie objęło zdrowego rozsądku.

Tymczasem ludobójstwo z 1994 roku, w którym zginęło około 800 000 etnicznych Tutsi i umiarkowanych Hutu w ciągu 100 dni, nadal prześladuje świat swoją brutalną skutecznością. Ale przynajmniej jeden człowiek staje teraz w obliczu konsekwencji, nawet jeśli zajęło to trzy dekady i holenderską objazdową drogę.