Wyniki wyborów lokalnych w Anglii spływają powoli, a werdykty szkockiego i walijskiego parlamentu mają zostać ogłoszone jeszcze dziś, bo po co pozwolić, by idealny kryzys polityczny skończył się w jednej strefie czasowej?

Lider Partii Pracy Keir Starmer dzielnie wystąpił, by ogłosić, że „bierze odpowiedzialność” za utratę setek mandatów w radach w Anglii – co w politycznym żargonie jest odpowiednikiem kapitana mówiącego „mój błąd”, gdy statek tonie, a on nie oferuje żadnych szalup ratunkowych.

Tymczasem Konserwatyści udają, że to nie jest ich własna masakra. Przewodniczący partii Kevin Hollinrake, z energią człowieka próbującego sprzedać używany samochód, który wciąż płonie, oświadczył: „Prowadziliśmy energiczną i pozytywną kampanię, pokazując, że mamy jasny plan, by znów rozruszać Brytanię”. Dodał, z ponurym optymizmem hazardzisty, który właśnie stracił dom, że „tak szybko po historycznej porażce w wyborach powszechnych... będą to dla nas trudne wybory”.

Liberalni Demokraci, wyczuwając krew i okazję, wydali oświadczenie, które można podsumować jako: „Ludzie są głęboko rozczarowani Partią Pracy, przerażeni Reformą i przestraszeni cosplayem Trumpa w wykonaniu Nigela Farage’a – więc na miłość boską, zagłosujcie na nas, partię rozsądnej beżowej polityki”.

Zieloni natomiast są wręcz rozradowani. „Wiadomości z progu domów są takie, że odbierzemy mandaty nie tylko Partii Pracy, ale też Torysom i Liberalnym Demokratom” – chełpili się, najwyraźniej znajdując lukę na rynku dla partii, która traktuje kryzys kosztów utrzymania jak prawdziwy kryzys, a nie jak lekko uciążliwą mżawkę.

A w Walii Plaid Cymru jedzie na fali entuzjazmu dla przywództwa Rhuna ap Iorwertha i palącego pragnienia „pozytywnej alternatywy dla chaosu i podziałów Reform UK”. Bo nic tak nie mówi „pozytywna alternatywa” jak partia, której nazwy większość Anglików nie umie wymówić.

Więc podsumowując: Partia Pracy przegrywa, Torysi przegrywają, Reforma rośnie, Liberalni Demokraci czekają, Zieloni wygrywają, a Plaid Cymru jest... sobą. Demokracja: to jak oglądanie szczególnie chaotycznego odcinka „The Apprentice”, ale z mniejszą ilością zwolnień i większą ilością fajtłapowatości.