W przełomowym wydarzeniu, które nie zaskoczy absolutnie nikogo, kto kiedykolwiek był na randce w ciemno, dwoje bardzo miłych ludzi spotkało się na kolacji w Londynie, dobrze się bawili i doszli do wniosku, że być może, kiedyś, wypiją razem kawę. Mike, mieszkaniec Cambridge, i Caterina, londynka, zjedli kolację w Tagine & Grill przy Sun and 13 Cantons, a wieczór był, według wszystkich relacji, ogromnym sukcesem – jeśli przez 'sukces' rozumiecie 'brak romansu, ale przynajmniej rozmowa nie wyschła'.
Mike, najwyraźniej ludzki odpowiednik dobrze zorganizowanego arkusza kalkulacyjnego, przyszedł z nadzieją na 'dobre towarzystwo, dobre jedzenie i ciekawy wieczór'. Dostał wszystkie trzy rzeczy, co jest więcej, niż większość z nas może powiedzieć o wtorkowym wieczorze. Caterina z kolei miała nadzieję poznać 'kogoś wyjątkowego', a zamiast tego dostała faceta, który dolewa ci wody do szklanki, gdy jest pusta. Doprawdy, poprzeczka dla 'wyjątkowości' nigdy nie była wyżej.
Rozmowa dotyczyła radości bycia ciocią lub wujkiem (temat tak ekscytujący, że z pewnością podtrzymywał poziom wina), glamour świata freelancingu, ławy przysięgłych dla świeżo upieczonego obywatela brytyjskiego, ulubionych kuchni, podróży przeszłych i przyszłych, Harry'ego Pottera oraz – bo żaden wieczór nie jest kompletny bez tego – polityki. Caterina zauważyła, że to ona prowadziła rozmowę przez większość czasu, ale Mike był zbyt zajęty byciem 'ciepłym, pewnym siebie i łatwym w rozmowie', żeby to zauważyć.
Nie było żadnych niezręcznych momentów, a przynajmniej żadnych, które ktoś pamięta, co albo oznacza, że wieczór był bezproblemowy, albo że malbec zrobił swoje. Mike, zawsze dżentelmen, zabrał Caterinę na spacer po Soho i Covent Garden – bo nic tak nie mówi 'romans' jak pokazywanie londyńczykowi atrakcji turystycznych – aż musiał pędzić na ostatni pociąg do Cambridge o północy. Wieczór zakończył się pożegnalnym uściskiem, a nie pocałunkiem, co z pewnością rozczaruje każdego, kto kliknął ten artykuł w nadziei na skandal.
W kategorii 'czy spotkaliby się ponownie?' odpowiedzi są tak letnie jak niedogrzana herbata: Mike byłby otwarty na kawę, gdy będzie w Londynie, a Caterina chciałaby się spotkać 'jako przyjaciele'. Mike ocenił wieczór na 9,5 na 10, zauważając, że 'trudno winić naprawdę przyjemny wieczór tylko dlatego, że nie zmierzał w stronę romansu'. Caterina, zawsze pragmatyczna, nie zmieniłaby 'niczego ważnego' – może tylko nieco cichsze miejsce do rozmowy, bo najwyraźniej gwar Soho był zbyt wiele dla jej delikatnych zmysłów.
Więc proszę: kolejna randka w ciemno, która nie skończyła się miłością, ale skończyła się dwojgiem ludzi, którzy kiedyś, być może, wypiją razem latte. Kolumna randek w ciemno w Guardianie kontynuuje swoją dumną tradycję łączenia ludzi, którzy są na tyle mili, że wierzy się w ludzkość, ale nie na tyle mili, by uwierzyć w miłość.