Bliski Wschód po raz kolejny flirtuje z apokalipsą i szczerze mówiąc, zaczynamy myśleć, że lubi to zainteresowanie. Amerykańskie wojsko ogłosiło, że ostrzelało siły irańskie i zatopiło sześć małych łodzi, które rzekomo atakowały statki cywilne, wszystko w imię ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz pod uroczo nazwanym „Projektem Wolność”. Teheran tymczasem gra rolę oburzonego obserwatora, zaprzeczając, że jakiekolwiek łodzie zostały zatopione, i twierdząc, że trafił dwoma rakietami w amerykańską fregatę – twierdzenie, które Centralne Dowództwo USA odrzuciło z pewnością kogoś, kto wie, gdzie są jego okręty.

Zjednoczone Emiraty Arabskie, sojusznik USA, który najwyraźniej nie przeczytał notatki o zawieszeniu broni obowiązującym od początku kwietnia, po raz pierwszy od tego czasu znalazły się pod powtarzającymi się atakami Iranu. Jeden z takich ataków wywołał pożar w kluczowym obiekcie naftowym w Fudżajrze, raniąc trzech obywateli Indii. Bo nic tak nie mówi „rozwiązanie dyplomatyczne” jak podpalenie kluczowej infrastruktury.

Donald Trump, nigdy nie przebierający w słowach, oświadczył, że Iran zostanie „zdmuchnięty z powierzchni ziemi”, jeśli zaatakuje amerykańskie okręty. Subtelność nigdy nie była jego mocną stroną, ale doceniamy jasność. Amerykańskie wojsko poinformowało, że dwa amerykańskie statki handlowe pomyślnie przepłynęły przez cieśninę w poniedziałek, czyniąc je najodważniejszymi statkami towarowymi od... cóż, w ogóle.

Irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghczi ostrzegł, że USA i ZEA „powinny uważać, aby nie zostać wciągnięte z powrotem w bagno” i nalegał, że „nie ma rozwiązania militarnego” kryzysu. Przy okazji skrytykował „Projekt Wolność”, nazywając go „Projektem Impas”, co jest przynajmniej bardziej kreatywne niż cokolwiek, co słyszeliśmy ostatnio z Pentagonu.

Tymczasem w Omanie dwie osoby zostały ranne w ataku na budynek mieszkalny w Bucha, bo najwyraźniej żadne nadmorskie miasteczko nie jest bezpieczne. Brytyjskie wojsko poinformowało o dwóch płonących statkach towarowych u wybrzeży ZEA, a południowokoreański statek HMM Namu doznał eksplozji i pożaru w maszynowni. Ogień został ugaszony, nie zgłoszono ofiar, choć Trump szybko obwinił Iran, bo czemu nie?

Japonia, która zależy od Bliskiego Wschodu w około 95% swojego importu ropy, odebrała pierwszą dostawę ropy z Rosji od czasu zamknięcia cieśniny. Ropa pochodzi z projektu Sachalin-2, który najwyraźniej jest zwolniony z sankcji, ponieważ... cóż, globalna gospodarka to zagmatwane miejsce. Premier Japonii Sanae Takaichi wyraziła „ogromny wpływ” na region Azji i Pacyfiku, co jest dyplomatycznym sposobem powiedzenia „wszyscy jesteśmy w dupie”.

Dyrektor zarządzająca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Kristalina Georgiewa ostrzegła, że inflacja rośnie, a globalna gospodarka może stanąć w obliczu „znacznie gorszego wyniku”, jeśli wojna przeciągnie się do 2027 roku, a ceny ropy osiągną około 125 dolarów za baryłkę. Bo czego potrzebował ten kryzys, to finansowej ponurej prognozy.

Arabia Saudyjska potępiła ataki Iranu na ZEA, wzywając do deeskalacji i „poszanowania zasad dobrosąsiedztwa”. Bo nic tak nie mówi „dobry sąsiad” jak ostrzeliwanie rakietami obiektów naftowych sąsiada. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer również wezwał do deeskalacji, wzywając Iran do „konstruktywnego zaangażowania się w negocjacje” – frazy tak często używanej w konfliktach na Bliskim Wschodzie, że jest już praktycznie puentą.

Giełdy spadły we wtorek, z Hongkongiem, Sydney, Singapurem, Wellington i Tajpej na minusie. Ceny ropy utrzymały większość wzrostów, z Brent w okolicach 113 dolarów i West Texas Intermediate tuż poniżej 105 dolarów. Bo kiedy świat jest na krawędzi, jedyną rzeczą, na której można polegać, są rosnące ceny ropy.

Ministerstwo edukacji ZEA nakazało szkołom przejście na nauczanie zdalne do końca tygodnia ze względów bezpieczeństwa. Bo nic tak nie mówi „wszystko jest w porządku” jak przeniesienie całej edukacji do internetu z powodu ataków dronów.

Zawieszenie broni, obowiązujące od początku kwietnia, wygląda teraz na tak kruche jak domek z kart w huraganie.