Powszechnie wiadomo, że każdy superbohater, który potrzebuje zewnętrznego źródła zasilania, zaczyna z gorszej pozycji. Kapitan Ameryka jest niczym bez swojej tarczy. Elon Musk teoretycznie mógłby sklecić metalowy kombinezon i proto-sercem zostać Iron Manem, co mówi wszystko o inherentnym problemie. A teraz dochodzimy do najnowszej odsłony legendy Zielonej Latarni, gdzie moc bohatera pochodzi z wielkiego zielonego pierścienia, który wymaga okresowego ładowania z wielkiego zielonego zasilacza - bo najwyraźniej nawet kosmiczna policja nie wynalazła ładowania bezprzewodowego.

Lanterns, nowy serial telewizyjny DC Comics, zachowuje wszystkie te elementy i dodaje strukturę mentora-ucznia w stylu kumpli z policji, rozgrywającą się w dwóch osiach czasowych: 2016 i 2026. Zawsze niezawodny Kyle Chandler gra Hala Jordana, obecną Zieloną Latarnię Ziemi, podczas gdy hipnotyzujący Aaron Pierre wciela się w jego praktykanta Johna Stewarta - jednego z pierwszych afroamerykańskich superbohaterów DC, debiutującego w 1971 roku. W 2016 roku Hal jest zmęczony i leniwy w nauczaniu Johna, by został jego zastępcą, z zerową intencją przejścia na emeryturę czy śmierci (co jest ogromnym zaufaniem pokładanym w biżuterii z baterią gorszą niż w twoim telefonie). John z 2016 roku, dobrze zdyscyplinowany syn marine, były snajper, architekt i weganin, jest wzorem cichego wytrwania, szanującym łańcuch dowodzenia i zachowującym spokój.

Serial zawiera złych kosmitów próbujących wysadzić całe miasta, co brzmi ekscytująco, ale nawet wszechmocna Zielona Latarnia i jego protegowany nie są w stanie uratować tego przed poczuciem wielkiego meh. Strażnicy, nieśmiertelna rasa na planecie Oa, która zarządza Korpusem Zielonych Latarni, dodają warstwę kosmicznej biurokracji, która sprawia, że międzygalaktyczna policja przypomina wizytę w wydziale komunikacji. Struktura dwóch osi czasowych próbuje dodać głębi, ale sceny z 2016 roku wydają się prologiem do prologu, a zanim przebrniesz przez to wszystko, jest sporo meh do przeskoczenia.

Krótko mówiąc, Lanterns to superbohaterska opowieść mniej w stylu 'najjaśniejszy dzień, najczarniejsza noc', a bardziej 'przyćmione popołudnie, beżowy wieczór'. To świadectwo talentu aktorów, że udaje im się utrzymać całość w ryzach, ale nawet oni nie naładują tego pierścienia. Jeśli szukasz kosmicznej przygody, lepiej sprawdź baterię w telefonie - przynajmniej to ma szansę osiągnąć 100%.