W rzadkim przebłysku dobrych wieści z trwającego w Nigerii kryzysu porwań, wojsko ogłosiło uwolnienie wszystkich 44 uczniów i nauczycieli porwanych z trzech szkół w stanie Oyo dwa miesiące temu. Tak, dwa miesiące. To mniej więcej tyle samo czasu, ile zajmuje obejrzenie wszystkich sezonów przeciętnego serialu Netflixa, ale przypuszczalnie z większą traumą.
Wojsko twierdzi, że aresztowało też niektórych porywaczy, choć nie ujawnia, ilu wciąż jest na wolności. Kilku żołnierzy zginęło w akcji ratunkowej, co jest ponurym przypomnieniem, że nawet dobre wieści mają swoją cenę w ludziach.
Rodziny są podobno „udręczone” – jak można być po uwolnieniu bliskich z koszmaru, którego nigdy nie powinny przeżyć. Prof. Wole Alamu, którego żona Rachael jest dyrektorką Community Grammar School, opisał doświadczenie jako „trawmatyczne”, ale podziękował Bogu, że skończyło się dobrze. Zauważył też, że oglądanie filmów z żoną i uczniami opublikowanych przez porywaczy było szczególnie trudne dla rodziny. Nie ma żartów.
Uwolnieni są teraz leczeni w nieujawnionym szpitalu, a powrót do domu zaplanowano na „późniejszy termin” – bo najwyraźniej nawet po uwolnieniu nie mogą liczyć na dobry timing.
To masowe porwanie miało miejsce 15 maja w trzech szkołach w dystrykcie Osiire: Baptist Nursery and Primary School, LA Primary School i Community Grammar School. Wiek ofiar pozostaje niepotwierdzony, ale typowe nigeryjskie dzieci w wieku szkolnym mają od 2 do 18 lat. Więc to szeroki zakres traumy do przetworzenia.
Hassan Ajibola, szef Związku Nauczycieli w stanie Oyo, wyraził „radość”, ale też grzecznie zauważył, że rządowa Inicjatywa Bezpiecznych Szkół – uruchomiona ponad dekadę temu po głośnych porwaniach w Chibok – nie była spektakularnym sukcesem. Sugeruje personel ochrony, monitoring, regularne patrole, ogrodzenia i lokalne grupy bezpieczeństwa. Rewolucyjne pomysły, naprawdę.
Krytycy i parlamentarzyści wezwali do zbadania, jak wykorzystano fundusze Inicjatywy Bezpiecznych Szkół, co jest dyplomatycznym sposobem na powiedzenie „Gdzie poszły te wszystkie pieniądze?”.
Ta konkretna fala porwań wstrząsnęła Nigerią, ponieważ miała miejsce w przeważająco chrześcijańskim południowo-zachodnim regionie, gdzie takie ataki są rzadsze niż na muzułmańskiej północy. Bo nic nie mówi „równy terror” jak rozszerzanie operacji porwań na nowe regiony.
Armia twierdzi, że jej miesięczna operacja obejmowała wojsko, policję, agencje wywiadowcze i lokalnych ochotników. Zdemontowali sieć wsparcia porywaczy, w tym informatorów i kryjówki w lesie Parku Narodowego Old Oyo – jednym z wielu rozległych, trudnych do patrolowania obszarów, które stały się kryminalnymi i dżihadystycznymi ostojami.
Planowane są dalsze operacje, bo oczywiście, że tak.