W chwili, gdy huragan uderza w ląd, twoje panele słoneczne przestają zarabiać na swoje utrzymanie. Sieć pogrąża się w ciemności. Baterie się wyczerpują. To właśnie ten scenariusz miał na myśli islandzki inżynier mechanik Sæþór Ásgeirsson, projektując turbiny, gdy w 2012 roku założył firmę IceWind. Islandia nie oferuje łagodnych warunków testowych – wymaga odpowiedzi. Efektem jest linia pionowoosiowych turbin wiatrowych (VAWT), zbudowanych tak, by generować energię właśnie wtedy, gdy warunki są najgorsze.

Zapomnij o wiatraku na wzgórzu – turbiny IceWind nie dbają o to, skąd wieje wiatr. Standardowe turbiny o osi poziomej – te trójłopatowe giganty, które widzisz na zboczach – muszą być ustawione bezpośrednio na wiatr. VAWT-y obracają się wokół pionowej osi i łapią energię z dowolnego kierunku, bez potrzeby stosowania mechanizmu śledzącego. Podwójna konstrukcja łopat IceWind łączy typy oparte na sile nośnej i oporze, co oznacza, że turbiny zaczynają generować energię przy delikatnym wietrze o prędkości 2,5 m/s i pracują dalej w warunkach, które wystawiają na próbę konwencjonalny sprzęt. Przemysłowy model RW600 wytrzymuje wiatr o prędkości do 167 mph – czyli w strefie huraganu kategorii 5.

Specyfikacje wyglądają jak lista życzeń dla pesymistów żyjących w strefach burzowych: mieszkalny model Freya wytwarza 160 W przy prędkości wiatru 10 m/s, z prędkością rozruchową 2,5 m/s; CW-1000 ma moc znamionową 1000 W przy 10 m/s i jest zaprojektowany jako główne źródło zasilania poza siecią lub zapasowe dla sieci; RW600 wytrzymuje wiatr do 167 mph (75 m/s) i pracuje w temperaturach do -45°C na życzenie. Poziom hałasu nie przekracza 30 dB – ciszej niż w bibliotece. Wysokość w wersji mieszkalnej to skromne ~1,6 metra, nie wymagające skomplikowanych fundamentów. Idealny dla właściciela domu, który chce mieć prąd bez bólu głowy związanego z wylewaniem betonu.

Dla właścicieli domów poza siecią oferta jest prosta. Energia słoneczna jest świetna, dopóki nie jest 2 w nocy podczas sztormu. Mieszkalne modele IceWind współpracują z panelami słonecznymi, bateriami lub generatorami diesla – pokrywając godziny i zjawiska pogodowe, których systemy fotowoltaiczne po prostu nie są w stanie obsłużyć. Potencjalni nabywcy powinni jednak pamiętać, że moc 160 W modelu Freya to zasilanie uzupełniające, a nie zamiennik sieci. Moc 1000 W modelu CW-1000 jest bardziej realna jako główne źródło, pod warunkiem stałego wiatru w danym miejscu. Innymi słowy, nie rezygnuj jeszcze z sieci, chyba że jesteś pewien lokalnych podmuchów.

Model RW600 rozwiązuje zupełnie inny problem. Wieże telekomunikacyjne na Grenlandii i w innych arktycznych lokalizacjach – miejscach, gdzie wizyta serwisowa wiąże się z ogromnymi kosztami logistycznymi – potrzebują systemów zasilania, które działają bez opieki. IceWind montuje je na istniejących konstrukcjach wież za pomocą śrubowych fundamentów gruntowych, bez konieczności wylewania betonu. Stal nierdzewna klasy morskiej i aluminium lotnicze to nie tylko chwyt marketingowy – to odpowiedź na pytanie: „co się stanie, gdy nikt nie będzie mógł tam dotrzeć, by to naprawić”. Uszczelnione obudowy generatorów blokują kurz, lód i wodę. Włókno węglowe i aluminium klasy lotniczej radzą sobie ze zmęczeniem materiału przez deklarowaną żywotność 20–25 lat. Ta obietnica niemal zerowej konserwacji pozostaje uzależniona od warunków w miejscu instalacji, ale w przypadku odległych lokalizacji nawet „prawie zero” bije na głowę alternatywę.

Przy cenie 3200–4500 dolarów za modele mieszkalne to wydatek infrastrukturalny, a nie zakup pod wpływem impulsu. Bardziej przydatne pytanie nie brzmi, czy inżynieria IceWind jest wiarygodna – niezależne relacje i zweryfikowane karty danych sugerują, że tak. Chodzi raczej o to, czy twoja lokalizacja zapewnia stały wiatr uzasadniający tę inwestycję. Dla każdego, kto żyje tam, gdzie sieć jest opcją kruchą, ta kalkulacja znacznie się zmienia.

Od najfajniejszych aut po gadżety, które musisz mieć, codzienny newsletter GadgetReview trzyma cię w temacie. Zapisz się – to zabawa, szybko i za darmo.