Co najmniej osiem osób zginęło, a dziesiątki zostały ranne podczas kolejnej nocy ciężkich rosyjskich ataków na Ukrainę, gdy Rosja wystrzeliła 74 pociski i 284 drony na cele w całym kraju. Ofiary odnotowano głównie w obwodach dniepropietrowskim i lwowskim, bo najwyraźniej nigdzie nie jest już bezpiecznie.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odpowiedział zwykłym rozdrażnieniem: „Ten rosyjski terror po raz kolejny dowodzi, że ochrona przed rosyjskim zagrożeniem rakietowym jest najważniejsza”. Skorzystał też z okazji, by przypomnieć partnerom, że Ukraina stoi w obliczu „krytycznego niedoboru pocisków obrony powietrznej”. Subtelne.

Tymczasem Polska ma swoje własne ekscytujące poranki. „Niezidentyfikowany obiekt przemieszczający się na zachód” został wykryty w polskiej przestrzeni powietrznej i rozbił się w pobliżu wsi Tarnawa-Kolonia, około 80 km od granicy polsko-ukraińskiej. Policja, badając zgłoszenia o głośnym huku, znalazła „skrzyniowane i rozrzucone szczątki niezidentyfikowanego obiektu na polu oddalonym około 2 km od najbliższych zabudowań”. No, wesoło.

Syreny alarmowe zawyły również we wschodnim mieście Lublin, zaledwie kilka godzin po tym, jak Zełenski spotkał się z premierem Polski Donaldem Tuskiem właśnie w tym mieście. Zbieg okoliczności? Prawdopodobnie nie. Tusk udaje się teraz na miejsce uderzenia, bo gdy coś wybucha w twoim kraju, idziesz to obejrzeć.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha już zidentyfikował winowajcę: rosyjski pocisk manewrujący Ch-101, który podczas ataku wleciał do Polski. Polskie władze są bardziej ostrożne, nie identyfikując jeszcze formalnie obiektu. Ale Sybiha wykorzystał moment, by postawić sprawę jasno: „To kolejna wyraźna demonstracja, że wzmocnienie obrony powietrznej Ukrainy jest pilne i stanowi gwarancję ochrony całej społeczności euroatlantyckiej”. Nawiązał też do niedawnych historycznych sporów między Polską a Ukrainą, argumentując, że wszystkie nieporozumienia muszą zostać odłożone na bok, bo, no wiecie, Rosja.

Prezydent Estonii Alar Karis dorzucił swoje poparcie, zauważając, że wojna Rosji „nadal zagraża życiu daleko poza Ukrainą”. Dzięki, Estonia. Zawsze niezawodna w kwestii stanowczych oświadczeń.

Premier Tusk i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz zwołają nadzwyczajne posiedzenie w sprawie incydentu o 10:15 czasu lokalnego. Bo nic tak nie mówi „sytuacja awaryjna” jak zaplanowane spotkanie.

Reuters pomocnie skorygował swój wcześniejszy raport, zmieniając liczbę ofiar śmiertelnych z 13 na 8. Zawsze dobrze mieć właściwą liczbę ciał.

A tak przy okazji, fala upałów uderza w zachodnią Europę, a we Francji i Hiszpanii szaleją pożary. Ale szczerze mówiąc, w porównaniu z pociskami i tajemniczymi szczątkami, to brzmi prawie orzeźwiająco.