Do zeszłego miesiąca Carly Simon trzymała się nisko – co dla piosenkarki i autorki tekstów jej kalibru zwykle oznacza albo szykowanie powrotu, albo radzenie sobie z poważnymi życiowymi sprawami. Okazało się, że jedno i drugie. W charakterystycznie dowcipnym liście do fanów Simon ogłosiła, że żyje z chorobą Parkinsona i wraca do zdrowia po udanej operacji raka skóry. „Niektóre dni jestem tak zmęczona, że nie mogę w ogóle ruszyć dnia” – pisze. „Inne dają mi trochę więcej przestrzeni, by się poruszać, myśleć, pracować i czuć się sobą”.

Simon po raz pierwszy zauważyła objawy Parkinsona podczas rekonwalescencji po kilku wymianach stawów kolanowych i biodrowych z powodu artretyzmu. Problemy z poruszaniem się utrzymywały się, a ona opisuje uczucie bycia „pochłoniętą przez fotel” jak gość, który „zbyt długo nadużył gościny”. Psychologiczne żniwo było znaczące – Simon zauważa, że Parkinson może przynieść „lęk, depresję, wyczerpanie i apatię”. Apatię porównuje do leżenia „jak rozgwiazda schnąca na słońcu”, podczas gdy część mózgu wysyłająca „zaproszenia do udziału w życiu” „tymczasowo zgubiła listę gości”.

Tymczasem Simon przeszła operację raka podstawnokomórkowego na twarzy, co sprawiło, że stała się bardziej świadoma swojego wyglądu – bogata ironia dla kobiety, która napisała „You’re So Vain”. Ale muzyka była kołem ratunkowym: praca nad nowym albumem *Comes in Waves* nadała „kształt dniom, które nie zawsze miały wiele kształtu”. Album, który ukaże się 14 sierpnia, zawiera piosenki i fragmenty przechowywane przez lata, współtworzone i wyprodukowane z Davidem Spencerem, a także gościnnie występuje zmarły John Forté w jednym ze swoich ostatnich nagrań.