Autorka Angela Nissel śmieje się ze śmierci, płacze nad technologią i pozostaje podejrzliwa wobec gołębi
Angela Nissel opowiada o żałobie, wisielczym humorze i technologii, która sprawia, że czuje się jak twardzielka – jednocześnie opłakując kobiety wymazane z historii internetu.
Najnowsza książka Angeli Nissel, "Good Grief, Pass the Bread, Mom Is Dead", to pamiętnik o opiece nad śmiertelnie chorym rodzicem – ale napisany z takim czarnym humorem, że zastanawiasz się, czy ona jest w porządku, i czy przyjmuje zamówienia. Nissel po raz pierwszy zrobiła furorę książką "The Broke Diaries", która wyrosła z uczelnianego bloga opisującego jej codzienne zmagania i, czasami, zażenowanie byciem spłukaną studentką. Następnie pisała i produkowała dla hitowych seriali, takich jak "Scrubs" i "The Boondocks", oraz współtworzyła Okayplayer z Questlove – przełomowy serwis hip-hopowy, który, jak się dowiemy, jest dla Nissel gorzko-słodkim wspomnieniem.
W rozmowie z The Verge Nissel podzieliła się swoim ulubionym gadżetem (pierwszy Fitbit), ulubionymi aplikacjami (Craigslist, oczywiście) i głęboką frustracją związaną z przypadkowym wybieraniem numerów – bo najwyraźniej telefon potrafi rozpoznać twoją twarz, ale nie twój portfel. Zdradziła też swoje najukochańsze wspomnienie z gier: Castle Wolfenstein na Commodore 64, które wydawało się przyszłością, ale teraz wygląda jak Pong w porównaniu z nowoczesnymi grami. Mimo to, jak mówi, fajnie było zabijać nazistów z przeszłości.
Dowcip Nissel rozciąga się na jej rady: "Bądź interesujący i zainteresowany!", co oznacza zejście z internetu i posiadanie tematów do rozmów innych niż media społecznościowe. Sugeruje lokalne zajęcia w college'u społecznym i darmowe grupy obserwatorów ptaków – bo nic tak nie leczy samotności jak wspólne obserwowanie ptaków. Gdy utknie, daje sobie pozwolenie na relaks i czerpanie z cudzej twórczości, albo, jak to ujmuje: "Weź edibles. Jestem już doświadczoną użytkowniczką". Nauczyła się dawkować tak, aby jej niepokój znikał i mogła tworzyć sztukę bez głosu w głowie mówiącego: "To jest do bani! Wszyscy to znienawidzą, a ty umrzesz spłukana!".
Ale nie wszystko jest śmieszne. Nissel wspomina Okayplayer z ciężkim sercem: od 25 lat musi odpowiadać na pytania, dlaczego jedyna zaangażowana kobieta nie jest wymieniona w tworzeniu serwisu, dlaczego zatrudniony przez nią mężczyzna ją zastąpił, albo dlaczego nie wie, kto jest jego właścicielem. Nauczyła się, jak wiele kobiet – głównie kolorowych – zostało wymazanych z ich dzieł, gdy internet stał się korporacyjnym megacentrum handlowym. Jest dumna ze swojego udziału w historii internetowego hip-hopu, ale nienawidzi tego, jak wiele kobiet, które spotyka, zostało wymazanych.
Jej biograficzny tagline? "Miała żarty, traumę i bardzo podejrzany stosunek do gołębi". Chętnie byśmy to obejrzeli.
The Good Times
Wiadomości w Twojej skrzynce.
Sardoniczne podsumowanie, dostarczane według Twojego harmonogramu. Bezpłatnie. Zrezygnuj kiedy chcesz.
Już subskrybujesz, ale nigdy do Ciebie nie docieramy? Zajrzyj do folderu spam i kliknij 'To nie spam' (lub 'Usuń ze spamu'), żeby wyciągnąć nas z czyśćca niechcianej poczty. Przy okazji pomożesz wszystkim innym.
Jeśli przez miesiąc nie otworzysz żadnego z naszych e-maili, zostaniesz automatycznie usunięty z listy.
Rewrite Article
Select parts to regenerate with a fresh AI pass. Translations will be updated automatically.
Generate AI Image
Creates a sardonic version of the article image using OpenAI.