W ruchu, który ma tyle stabilności co wieża z Jengi podczas trzęsienia ziemi, Donald Trump w czwartek mianował Adama Telle'a pełniącym obowiązki sekretarza armii po tym, jak Daniel Driscoll nagle zrezygnował wśród szeptów o waśni z sekretarzem obrony Pete'em Hegsethem.

Telle, obecnie zastępca sekretarza armii ds. robót cywilnych, został pochwalony przez Trumpa w poście na Truth Social jako "Wielki Patriota, szanowany przez wszystkich" – co, biorąc pod uwagę okoliczności, może być politycznym odpowiednikiem pucharu za uczestnictwo.

Driscoll, weteran wojny w Iraku i przyjaciel wiceprezydenta JD Vance'a, nie podał żadnego wyjaśnienia swojego odejścia po zaledwie 18 miesiącach pracy. Ale młyn plotkarski już mieli: jego starcia z Hegsethem były tajemnicą poliszynela, a kilku sojuszników Driscolla w armii – w tym najwyższy dowódca w mundurze, gen. Randy George – zostało wyrzuconych przez Hegsetha wcześniej w tym roku. Gen. Christopher LaNeve, który zastąpił George'a, już wycofał się z programu modernizacji dronów, który Driscoll wspierał, bo czemu nie kopać leżącego?

Życiorys Telle'a czyta się jak polowanie na padlinę na Kapitolu: 20 lat pracy dla prawodawców, w tym jako szef sztabu republikańskiego senatora Billa Haggerty'ego z Tennessee w latach 2021–2025, oraz ponad dekada ze zmarłym senatorem Thadem Cochranem z Missisipi. Spędził też 18 miesięcy w pierwszej kadencji Trumpa jako specjalny asystent ds. legislacyjnych. Od sierpnia 2025 r. pracuje w Biurze Robót Cywilnych Armii – co, ciekawostka, jest prawdziwą instytucją, według Legistorm, strony śledzącej takie drobiazgi.

Teraz Telle dziedziczy niewdzięczne zadanie nadzorowania największych sił bojowych narodu, podczas gdy USA pozostają w konflikcie z Iranem, a znaczne siły armii stacjonują na Bliskim Wschodzie. Trwająca wojna wyczerpała krytyczne zapasy broni, w tym pociski przechwytujące Patriot i THAAD – systemy, którymi operuje armia i które są obecnie na wagę złota, jak papier toaletowy podczas pandemii.

Driscoll ze swojej strony zachował publiczne pożegnanie w dobrym stylu, nazywając to "zaszczytem życia" służbę pod rządami Trumpa i Hegsetha, i chwaląc wsparcie Hegsetha – co jest albo szczerą wdzięcznością, albo politycznym odpowiednikiem nagrania zakładnika. Tymczasem prawodawcy z obu partii załamują ręce. Senator Thom Tillis, odchodzący na emeryturę republikanin z Karoliny Północnej, nie znany z owijania w bawełnę, napisał w mediach społecznościowych, że Hegseth "tworzy próżnię przywódczą na szczycie naszych wojskowych szeregów". Bo kiedy nawet lojalna opozycja zaczyna mówić, wiadomo, że sprawy przybrały zły obrót.