Sir Keir Starmer organizuje we wtorek szczyt na Downing Street, gromadząc czołowe postacie z biznesu, kultury i policji, aby zająć się antysemityzmem za pomocą tego, co nazywa 'podejściem całego społeczeństwa'. Bo najwyraźniej zwykłe grzeczne proszenie, żeby przestać dźgać żydowskich mężczyzn, nie do końca zadziałało.

Premier ogłosił to spotkanie, stwierdzając, że 'nie wystarczy po prostu powiedzieć, że stoimy po stronie społeczności żydowskich' - sentyment, który wydaje się szczególnie trafny po serii incydentów, w tym dźgnięcia dwóch żydowskich mężczyzn w Golders Green 29 kwietnia. Podejrzany Essa Suleiman, 45 lat, został oskarżony o trzy próby morderstwa w związku z tym atakiem, który policja metropolitalna uznała za incydent terrorystyczny.

Minister spraw wewnętrznych, minister społeczności, minister zdrowia, minister edukacji i minister kultury będą przewodniczyć spotkaniom z liderami swoich sektorów. Downing Street nie potwierdziło dokładnie, kto weźmie udział, ale przedstawiciele biznesu, społeczeństwa obywatelskiego, zdrowia, kultury, szkolnictwa wyższego i policji wezmą udział w dyskusjach okrągłego stołu z członkami społeczności żydowskiej. Zostaną poproszeni o refleksję nad antysemityzmem w swoich sektorach, tym, co już robią, i jak mogą pójść dalej - co jest uprzejmym sposobem powiedzenia 'proszę zrobić więcej niż absolutne minimum'.

Po południu Starmer zwoła ministrów na posiedzenie Komitetu Reagowania na Bliski Wschód, skoncentrowane na 'krajowych implikacjach bezpieczeństwa konfliktu na Bliskim Wschodzie, w szczególności zwiększonym zagrożeniu dla społeczności żydowskich w świetle ostatnich ataków'. W swoim wystąpieniu otwierającym premier ma powiedzieć, że atak w Golders Green był 'częścią wzorca rosnącego antysemityzmu, który sprawił, że nasze społeczności żydowskie czują się przestraszone, wściekłe i pytają, czy ten kraj, ich dom, jest dla nich bezpieczny'. Doda: 'Te obrzydliwe ataki są wymierzone w brytyjskich Żydów. Ale nie mylcie się, ten kryzys - to kryzys dla nas wszystkich'.

Tymczasem liczby opowiadają ponurą historię. Dwie żydowskie osoby zginęły, a trzy zostały ciężko ranne po tym, jak samochód wjechał w tłum i doszło do dźgnięcia przed synagogą w Manchesterze w październiku zeszłego roku. Poziom zagrożenia terrorystycznego w Wielkiej Brytanii został podniesiony z 'znacznego' na 'poważny' 30 kwietnia - pierwszy taki wzrost od czterech lat. Podpalenia żydowskich obiektów społecznościowych mnożą się: 23 marca cztery karetki należące do żydowskiej organizacji charytatywnej Hatzola zostały podpalone (trzech mężczyzn i nastolatek zostało oskarżonych), a w poniedziałek policja metropolitalna aresztowała dwie osoby podejrzane o podpalenie w związku z atakiem na ścianę pamięci w Golders Green. Cdr Helen Flanagan, szefowa Counter Terrorism Policing London, zauważyła, że siły dokonały 30 aresztowań i postawiły zarzuty dziewięciu osobom w ramach wielu śledztw.

W zeszłym tygodniu rząd ogłosił dodatkowe 25 milionów funtów na zwiększone patrole policyjne w obszarach z dużymi populacjami żydowskimi oraz wzmocnione bezpieczeństwo w synagogach, szkołach i centrach społecznościowych. Bo kiedy trzeba wydać 25 milionów funtów, aby ludzie czuli się bezpiecznie praktykując swoją religię, masz problem wykraczający poza jeden szczyt.