Jako redaktorka ds. ofert i zakupów w ZDNET spędzam dużo czasu wpatrując się w ekrany o dziwnych porach – późne noce podczas Prime Day, wczesne poranki przy premierach produktów za granicą. Moje oczy dostają w kość od niebieskiego światła, czasu przed ekranem i nieustannego edytowania. Leki bez recepty nie zawsze pomagają, a oczywiste rozwiązania, jak więcej snu czy mniej stresu, najwyraźniej nie wchodzą w grę. Więc gdy kolega zasugerował masażer oczu Renpho Eyeris 2, byłam sceptyczna. Teraz to mój numer jeden, gdy głowa i oczy mówią „dość”.

Moja koleżanka Allison Murray ma oryginalny masażer Eyeris 1 i uważa go za pomocny przy bólach głowy i migrenach. Po jej rekomendacji spróbowałam z otwartym umysłem, spodziewając się w pełni, że to będzie chwyt – coś, co widuje się w reklamach telewizyjnych z wczesnych lat 2000 o 2 w nocy, między patelnią Bake 'n Fill Betty Crocker a Gazelle Tony'ego Little'a. Ku mojemu zaskoczeniu, faktycznie zrobił zauważalną różnicę.

Eyeris 2 zakłada się na głowę i zabezpiecza elastyczną opaską. Oferuje masaż, ucisk i wibracje, z regulowaną intensywnością ucisku (dwa ustawienia) i opcjami ciepła: 40°C lub piekące 45°C, by złagodzić opuchliznę oczu. Ciepło to moja ulubiona funkcja – jak wielki uścisk dla oczu owinięty w koc elektryczny. Zawiera też Bluetooth, tryb cichy i komunikaty głosowe, choć rzadko z nich korzystam. Fizyczne przyciski do zasilania, ucisku, ciepła i muzyki ułatwiają obsługę, gdy już się je opanuje, nawet jeśli pierwsze próby polegają na włączeniu go przed założeniem.

Akumulator wystarcza na około tydzień umiarkowanego codziennego użytku, według Renpho – ja nie używam go codziennie, ale ładowanie jest rzadkie. W zestawie jest woreczek do przechowywania, co miłe. Ale uwaga na drobny druk: Renpho zaleca zdjęcie akcesoriów do oczu (okularów, soczewek, sztucznych rzęs) przed użyciem i odradza stosowanie po operacji korekcji krótkowzroczności lub przy schorzeniach takich jak jaskra czy zaćma. W razie wątpliwości skonsultuj się z okulistą.

Nie mówię, że każdy tego potrzebuje. Ale dla mnie, pracownika pełnoetatowego z domu, to naprawdę pomocny dodatek do mojej rutyny samoopieki. Nie wyleczy wszystkich dolegliwości ani nie będzie magiczny, ale jak na zwariowane gadżety wellness, ten faktycznie działa.