Pierwszy rząd na koncercie to święta przestrzeń. Gdy kochasz artystę, chcesz być jak najbliżej, bez widoku zasłoniętego czyjąś fryzurą. Chcesz mieć szansę, że artysta wyciągnie cię z tłumu, nawiąże głęboką i trwałą więź, a w końcu się z tobą ożeni. Albo przynajmniej cię zauważy. Ale ostatnio fani posuwają swoje oddanie do niepokojących ekstremów – zostawiając dosłowny bałagan dla wszystkich innych.

W zeszłym miesiącu Olivia Rodrigo ujawniła, jak bardzo zauważyła niektórych fanów stojących przy barierkach na jej koncertach. „Ludzie noszą pieluchy, żeby być w pierwszym rzędzie” – powiedziała, dodając ku absolutnemu przerażeniu wszystkich: „To było dla mnie jako wykonawcy doświadczenie, które poczułam węchem”. To nie jest wyjątek, a choć prawdziwe potrzeby medyczne należy brać pod uwagę, sytuacja na froncie wyraźnie wymknęła się spod kontroli. Również w zeszłym miesiącu wideo z bardzo stoickim pracownikiem stadionu sprzątającym ludzkie odchody na koncercie Noaha Kahana stało się wiralowe i skłoniło samego Kahana do opublikowania na X: „Jeśli musisz zrobić kupę na koncercie, na litość boską, po prostu idź do toalety lol”. W tym tygodniu fanka amerykańskiej gwiazdy country Morgana Wallena poskarżyła się, że ona, jej brat i siostrzenica zostali obsikani przez innego koncertowicza, a policja prowadzi dochodzenie. Czy musimy być poddawani nagłówkom takim jak „Ktoś też zrobił w spodnie na koncercie 5 Seconds of Summer”? A w 2024 roku ktoś nasikał na podłogę strefy stojącej na koncercie Sabriny Carpenter, powodując popyt na dość przerażający przedmiot zwany „pit diaper”, którego samo istnienie mówi o szerszym problemie.