Peruwiańczycy idą w niedzielę do urn w drugiej turze wyborów prezydenckich, która oferuje wybór między wieloletnią prawicową kandydatką a lewicowym kongresmenem, podczas gdy kraj próbuje wybrać swojego dziewiątego prezydenta w ciągu dekady. Keiko Fujimori, córka zmarłego autorytarnego prezydenta Alberto Fujimoriego, zmierzy się z Roberto Sánchezem, byłym ministrem handlu, który przyjął dziedzictwo w sombrero po obalonym populistycznym Pedro Castillo. Starcie to spolaryzowana lewicowo-prawicowa powtórka z 2021 roku, a wyborcy są tak entuzjastyczni jak ktoś zmuszony do oglądania tego samego okropnego filmu po raz drugi.

Fujimori, 49 lat, zdobyła 17% głosów w pierwszej turze w kwietniu, podczas gdy Sánchez, 57 lat, uzyskał 12%, wyprzedzając ultrakonserwatywnego byłego burmistrza Limy Rafaela Lópeza Aliagę. To czwarta kampania prezydencka Fujimori i prawdopodobnie jej najlepsza szansa, mimo że dźwiga bagaż 16-letniego wyroku więzienia swojego ojca za porwania i morderstwa podczas jego „wojny z terroryzmem”. Sánchez tymczasem odziedziczył wiejskich zwolenników Castillo, z których wielu wierzy, że były prezydent został niesprawiedliwie usunięty po próbie rozwiązania kongresu w grudniu 2022 roku. Castillo został skazany na 11 lat i pięć miesięcy więzienia za bunt w listopadzie 2025 roku.

Ankieterzy przewidują zaciętą walkę: sondaż Ipsos z czwartku daje Sánchezowi 43,8%, a Fujimori 43,2% – statystyczny remis. Kampania rozpoczęła się z rekordową liczbą 35 kandydatów, ale kończy się z dwoma reprezentującymi zaledwie 29% głosów. Apatia wyborcza jest tak wysoka, że ponad 6 milionów Peruwiańczyków nie zadało sobie trudu, by pójść do urn w kwietniu, mimo grzywien, a kolejne 3 miliony zepsuło swoje karty do głosowania – co oznacza, że puste głosy wygrałyby pierwszą turę. „Gdyby głosowanie nie było obowiązkowe w Peru, wskaźnik absencji byłby znacznie wyższy” – powiedział Santiago Pedraglio, socjolog z Papieskiego Uniwersytetu Katolickiego w Limie.

Fujimori oparła się na reputacji swojego ojca jako „żelaznej pięści”, obiecując twardą politykę wobec przestępczości, gdy wskaźniki wymuszeń i morderstw gwałtownie rosną. Krytycy obawiają się jednak autorytarnego rządu, zwłaszcza że jej partia Fuerza Popular ma najwięcej mandatów w kongresie, który niedawno przywrócił system dwuizbowy. Sánchez obiecał uwolnić Castillo i opracować nową konstytucję, choć wycofał się z odwołania prezesa banku centralnego. Niektórzy wyborcy obawiają się, że będzie to „zły rząd” jak Castillo, który był powszechnie postrzegany jako niekompetentny. „Poziom powszechnego niezadowolenia i nieufności był już wysoki 20 lat temu; teraz jest na dachu” – powiedział Steven Levitsky z Harvardu dla La República. Więc wybierz swoją truciznę, Peru – tylko postaraj się nie sięgać po pustą kartę do głosowania.